Co w roku 5778 (2017/2018)

Opowiem wam historię.

Była końcówka sierpnia. Wszystkie moje wakacyjne wyprawy się skończyły, więc wziąłem się za myślenie - co od września?

Co od września to ja mniej więcej wiem, ale od "mniej więcej" do realizacji jest droga jak stąd na księżyc. Co mi robić konkretnie?

I przede wszystkim: pod jaką nazwą?

Nazwy to są z jednej strony kosmetyczne i mało ważne sprawy. Z drugiej strony są fundamentalne i bez nich nic nie zrobisz jak trzeba. Bo kiedy nazwa jest taka jak trzeba, nadaje kierunek, styl, klimat, sens, znaczenie. Jak "Odwyk".

Potrzebna mi nazwa jak "odwyk" - myślałem.

A że źle się myśli pod sufitem, a dobrze pod niebem, wziąłem rower i pojechałem do Nałęczowa. 60km na rowerze powinno starczyć.

Po 15km spuchła mi głowa. Nie wymyślę nic, żadnej nazwy, żadnego konkretnego planu. I need help.

A że nie ma żadnego eksperta w tym co robię (nawet nie wiem jak się nazywa to co robię, ja to w skrócie nazywam "twórcza działalność publiczna"), bez zbędnej zwłoki zwróciłem się tam gdzie zawsze - w górę.

Góra była jak zawsze na miejsu i z jakiegoś powodu bardziej gotowa do komunikacji niż zwykle.

Pytam więc najpierw: jak się zapatrujesz tam na koncepcję żeby tu i tam po angielsku? I słyszę, że sure, why not. Ok, nieźle. A co jakby tak nowy podcast co knuję plany od jakiegoś czasu? O historiach podcast? I ku mojemu zaskoczeniu, czuję wyraźnie zdecydowany chłod i obojętność płynącą z góry.

To mnie tak zdziwiło i rozorało założenia myślowe, że zaabsorowany nagłych objawieniem zderzyłbym się z samochodem. Ale nie było żadnego skrzyżowania, więc jechałem dalej.

A to co w takim razie z koncepcją piosenek i filmów i skeczy i ogólnie tego wszystkiego, czego produkcja zaczyna się od pisania scenariusza? I znów zaskoczenie, bo odczuwam przeciwnie niż poprzednio: radość, entuzjazm i zachętę.

I znów przeżyłem, bo nie było skrzyżowania.

Tutaj dygresja - oczywiście, że zdaję sobie sprawę, że wielu z was zdziwi taki opis komunikacji z Bogiem. Więcej, w większości przypadków, sam bym orzekł, że mamy tu gościa, który zwala na siły nadprzyrodzone to, co mu podpowiadają jego własne potrzeby, pragnienia, rozum czy intuicja.

Zresztą po efektach widać najlepiej, że częściej okazuje się takie "gadanie z Bogiem" nakręcaniem się od środka niż faktyczną interwencją z zewnątrz jakiegoś rozumnego bytu.

No ale ja nie jestem większością przypadków, tylko mną. Odkąd przeczytałem Biblię, zakładałem, że głos Boga jest możliwy do rozróżnienia od innych. Przykłady z Nowego Testamentu pokazują, że Duch Święty był dla pierwszych chrześcijan nie tylko intelektualnym pojęciem, ale możliwością rzeczywistej komunikacji z Bogiem. Dlaczego ten aspekt chrześcijaństwa nie miałby wyglądać dziś tak jak wtedy? Bo nie jest to powszechnie? Zgoda, nie jest. Ale czy nie może być? Czy z faktu, że na jednego starotestamentowego proroka przypadało stu fałszywych, wynika, że ci prawdziwi nie istnieją?

Księga Jeremiasza mówi takie słowa "dokądże będzie tak w sercu proroków, przepowiadających kłamliwie i przepowiadających złudy swego własnego serca?" [Jer 23:26] Widać więc, że są i tacy, i tacy. A ja? Skąd ja wiem, że ta moja komunikacja to jest z Duchem Świętym a nie ze złudami własnego serca?

Wiem, bo się nauczyłem.

I przy całej trzeźwości umysłu, wiedząc doskonale jak irracjonalnie to brzmi, twierdzę że ta duchowa komunikacja istnieje w jak najbardziej realny sposób. To właśnie ta trzeźwość umysłu zmusza mnie do zaakceptowania tej tezy jako rzeczywistości, bo rzeczywiste są jej efekty. Bo o ile można polemizować z odczuciami, o tyle nie da się z faktami. Przez 23 lata życia z Bogiem, ryzykowałem wielokrotnie idąc za podpowiedziami tego głosu. Głosu, którego nie byłem wcale - zwłaszcza na początku - taki pewny. I z pomocą tych doświadczeń nauczyłem się rozróżniać co pochodzi ze mnie, a co z zewnątrz.

I nie zawsze jest to łatwe i bywa, że się człowiek pomyli. Ale kiedy patrzę wstecz na swoje życię dziwię się, bo te błędy zdarzały się dużo rzadziej niż zakładałem.

I - żeby skończyć wreszcie ten wątek - nie wydaje mi się ta sztuka komunikacji z Duchem Świętym niczym specjalnie trudnym, ani też dostępnym tylko dla wybranych. To jest dla każdego, a wymagane są tylko trzy rzeczy:

Z drugiej strony w dzisiejszych czasach wszystkie trzy warunki wydają mi się nieludzko trudne do spełnienia. I nie wiem który bardziej.

Dlatego tym bardziej zdziwiłem się, że tym razem komunikacja przyniosła tak dziwne wyniki: bo były dokładnie przeciwne z tym, co mi mój własny rozum podpowiadał. Knułem, żeby zrobić ten nowy podcast od dobrych miesięcy, bo mnie pomysł kręci i mi się podoba i wydaje sensowny. A do wyższej instancji to przyszedłem właściwie zapytać o nazwę.

Skoro więc już trafiłem na moment dobrego nastrojenia się na fale Ducha Świętego (już mnie przestało dziwić, że w ogóle zajmuje się tak małymi rzeczami jak moje), wykorzystałem sytuację żeby wypytać o wszystko co się da.

A przede wszystkim o nazwę.

Bo od roku, kiedy to zacząłem się przestawiać na nowe tory, czuję że dalej mi tu coś jeszcze nie pasuje. No czuję, że "God Ain't Idiot" nie trafia w sedno jak "Odwyk", ale ja nawet nie wiem dlaczego "odwyk" trafia. Wiem, że czuję straszne parcie na historie, piosenki, filmy i różności, ale jak myślę nad nazwami tego wszystkiego - nic nie mogę wymyślić. W poprzednim roku nagrałem 10 odcinków nowego podcastu i 10 wyrzuciłem, bo czułem, że ciągle nie były "odwykowe".

Co to w ogóle znaczy "odwykowe"?

I z tymi pytaniami ciągle w głowie, pytając o nazwę, która opisuje, podsumowuje, określa, nadaje kierunek, nagle jakby mnie kto w łeb rąbnął. Nie, to nie skrzyżowanie. Po prostu nagle mi się pojawiła ta właściwa nazwa.

Jest to nieprzyjemny, ale przynoszący ulgę, rodzaj uczucia, kiedy odkrywasz coś najzupełniej oczywistego i fakt, że tak długo na to nie wpadłeś dowodzi, że jesteś niewiarygodnie tępy.

Bo nazwa była od dawna. Więcej, już jej używałem. Więcej, nawet mam do niej domenę. Więcej, mam do niej już logo i inne materiały. Więcej, jest od razu po angielsku. Więcej, Bóg mi ją podsuwał pod oczy od miesięcy - dopiero teraz to widzę. I żeby mnie chyba dobić, moje pierwsze publiczne twory, które przyniosły takie niewiarygodne efekty i tak się przyczyniły do skuteczności Odwyku, zaczynałem pod tą nazwą. Do dzisiaj kanał YouTube tak się nazywa:

Completely Unprofessional!

Nie pomyślałem o tym, bo nazwa jest powiedzmy sobie szczerze: debilna.

Ale kiedy się nad tym zastanowić, to czy nazwa "odwyk" dla programu o Biblii nie jest debilna? No przecież żaden profesjonalista nie dałby takiej nazwy do takiego programu! Żaden profesjonalista nie gadałby na takie tematy w taki sposób, nie promował w taki sposób, nie podchodził do siebie i innych w taki sposób.

Ale działa! I to w dużej części dlatego, że to nieprofesjonalne. Znam całą masę profesjonalnych programów, tworzonych przez profesjonalne ekipy, które działają dużo gorzej.

To właśnie ten mój nieprofesjonalizm, albo: anty-profesjonalizm, jest sednem, fundamentem, spoiwem wszystkiego innego.

Bo w "completely unprofessional" nie chodzi o to, żeby robić dziadostwo. Ale o to, żebyś wszystko co robisz robił nie jako profesjonalista, ale jako człowiek.

I ten nieprofesjonalizm - jak sos - przechodził z piosenek na radio wolnościowe. Z radia na książki, z książek na podcasty, z podcastów na Odwyk. Nie pisałem tego jako motto, nie opisywałem tego wyraźnie, ale to założenie było tym co wyróżniało to co robiłem od wszystkich profesjonalnych produkcji.

Kompletnie nieprofesjonalnym jest nie mówić do ludzi "pan" i "pani". Ignorować regulaminy. Śpiewać raz o tym, że piwo jest dobre, raz że Bóg jest fantastyczny. I nawet motto Odwyku - "o Bogu po ludzku" - jest de facto synonimem tego co rozumiem pod określeniem "Completely Unprofessional".

Pierwsi chrześcijanie byli completely unprofessional. Współczesne kościoły są profesjonalne. Dlatego tych pierwszych uwielbiam, a tych drugich nie znoszę.

Po tym jak sobie uświadomiłem, że "completely unprofessional" jest tą koncepcją, na której buduję wszystko inne, wszystko inne wskoczyło łatwo na swoje miejsce. I czuję się z tym fantastycznie.

Od początku robiłem wszystko jako nieprofesjonalista - jak człowiek dla ludzi - i niech ta moja podstawa będzie teraz początkiem następnych rzeczy.

Większość moich pytań, które zaczynały się od "jak?" znalazły swoją odpowiedź: "completely unprofessional!" I nawet jeżeli nie wiesz do końca o co chodzi, ja rozumiem tą odpowiedź doskonale.

W związku z tym plany na ten rok przewidują, że wszystko co będę robić z przeznaczeniem na szeroki świat, będzie się nazywać "completely unprofessional coś-tam". I wszystko będzie na jednej stronie: www.CompletelyUnprofessional.com. Łącznie z podcastem o Bogu i Biblii - takim anglojęzycznym Odwykiem. Kompletnie nieprofesjonalnym, oczywiście.

Policzyłem też dokładniej ile mam czasu w tygodniu i okazało się, że będę musiał zrezygnować z niektórych rzeczy, które w tym roku robiłem.

Nie będę więc przede wszystkim pisać regularnie felietonów. Mało pisania będzie w tym roku, dużo nagrywania.

Nie będzie też God Ain't Idiot. Będzie, ale jeszcze nie teraz. Będzie w odpowiednim momencie. Kiedy? Nie mam pojęcia. Odwyk też nie był od początku mojego podcastowania. Był, kiedy przyszła pora.

Ale ważniejsze jest to co będzie, a będzie to:

Jest to dużo, ale nie za dużo.

Spodziewam się, że będzie dużo nagrań w tym roku. Wesołych, bo kompletnie nieprofesjonalnych.

A, i w międzyczasie powstanie nowa strona: www.CompletelyUnprofessional.com. Gdzie będą i gry, i filmiki, i podcasty. Nie tylko o Bogu tam będzie, bo i nie musi. Bo moja teoria jest taka, że wszystkie nieprofesjonalne rzeczy prowadzą do Boga. Niekoniecznie do pójścia za Jezusem - ale do konfrontacji z koncepcją Boga i świadomej, osobistej decyzji co z nim zrobić. I dokładnie o to mi tylko chodzi.

No, a co bym nie robił - czy piosenkę o krowie w cętki, czy krótki film o kółku i krzyżyku - myślę, że to co jest we mnie, będzie i w tym co robię. A to co jest we mnie ma swoje źródło w tym, jak mnie ukształtowało życie z Bogiem. Kto ciekawy, co to jest ten cały nieprofesjonalizm, ten znajdzie i jego źródło.

Tak, muszę przyznać, że w tym roku zdecydowanie lepiej wiem co chcę niż rok temu.

Jeżeli ty też wiesz, że chcesz w tym pomóc i mieć swój udział, to poza śpiewaniem, graniem, podstawianiem głosów, organizowaniem koncertów, korektą tekstów i tak dalej, możesz wspierać mnie przez Patronite.

Albo po prostu rzucić czasem co łaska przez stronę Odwyku.

Patronów przepraszam, że przez cały ostatni miesiąc zrobiłem sobie przerwę i nic wam nie wysyłałem. Ale uznałem, że lepiej będzie skorzystać z wakacji i zrobić sobie dystans. Co się okazało całkiem niegłupie. Od 4 września wracam do pracy pełen siły i podekscytowany jak chomik po kawie!

Czego wszystkim życzę, zwłaszcza tym, co mają kota,

Martin Lechowicz

Dyskusja

Kamilowski
2 miesiące temu

Fajnie! Czuć w tym duży zapał a historia twoich dokonań pokazuje, że nie jest to zapał słomiany. Ciekawe jaką grę walniesz? Trochę się nie mogę doczekać, szczególnie, że uwielbiam offowe gry i często jaram się jak dziecko faktem, że są gry typu PowderToy czy Spintires(w to grałem jak jeszcze było w wersji beta). Cała reszta która opisujesz również brzmi zachęcająco. Kiedyś zrobiłem filmik z pracy do którego podłożyłem głos wszystkim występującym postaciom. Chyba czuję o co Ci chodzi w produkowaniu rzeczy w formie Completely Unprofessional i tym bardziej kibicuję żeby twoje pomysły dały Ci satysfakcję oraz radość tworzenia. Udanego nowego roku 201718.

Kaziq
2 miesiące temu

A ja ciągle mam nadzieję, że dasz mi kiedyś rolę do podkładania głosu. Nie umiem tego robić, ale chętnie się nauczę. Bo gdybym było profesjonalistą, to by raczej nie wyszło :)

No i dzięki za ten wpis - nie tylko fajnie się czyta o takich rzeczach, ale też pomógł mi w sposób, którego się nie spodziewałem :)

ninesztajn
ponad miesiąc temu

pamietaj zeby to bylo jak najbardziej po angielsku z naciskiem na niemieckie i ukrainskie wartosci (bo polskie to juz feeeee) xD a no i mniej o tym RAŚizmie bo to nie gorszy mem od chorej curki.

Kingu
3 tygodnie temu

Cieszy m nie ten wpis jak mało która msza na odwyku ;-)
Bo zawsze wracamy do źródeł, i to jest wspaniałe. Idąc do przodu wysycha powoli nasza inspiracja, zdzierają się opony które tak mocno na starcie trzymały naszą drogę.
Wróciłeś do studni jak bolid F1 do pitstopu, i czas na kolejne okrążenie. Kibicuję i pomagam jak mogę, choć może nie widać.

Lukszmar
2 tygodnie temu

Niezła historia! Nie wiem jak inni, ale ja tam czekam najbardziej na tą grę :P. I deklaruję się już jako ewentualnego beta testera :). W ogóle Martinie może byś zrobił i wrzucił jakiś trailerek z tej gry... To robią wielcy twórcy, żeby nikt nie zapomniał o tym, że robią jakiś nowy produkt.

Martin
2 tygodnie temu

Hehe. Wrzucę, ale nie ten etap jeszcze.
No się przyznam, że trochę przez ostatnie tygodnie odkładałem grę, bo chciałem skończyć wszystko inne, żeby mi już nic nie przeszkadzało przez parę miesięcy.

Od tego poniedziałku gra będzie znowu głównym zajęciem w tygodniu, i tym razem to jestem pretty sure, że w przed świętami będzie co pokazać.

Największe przestoje tak naprawdę się brały z synchronizacją pracy z grafikiem. Gry robiona takimi minimalnymi środkami się okazuje, że tutaj ma słaby punkt - samemu pracuje się cały czas, a w kilka osób, które są "z doskoku", czasem się utknie i się czeka. Teraz już tego problemu nie będzie, bo mam już dosłownie setki tych plików graficznych, ale na początku szło wolniej niż się spodziewałem.

Lukszmar
2 tygodnie temu

Super! Trzymam kciuki i czekam cierpliwie ;)