Jak sobie radzić z depresją

3 lata temu

Maraton trwa

Zostało odcinki do końca.
80min

Co można znaleźć w Biblii na temat depresji? Czy wierzący też mają depresję? I czym właściwie jest ta cała depresja, na którą cierpi tak dużo osób? I przede wszystkim: jak sobie z nią radzić?

A przy okazji: czy zastanawiałeś się nad tym czy przekonania religijne (lub brak tych przekonanań) mają w ogóle jakiś wpływ na to, że człowiek wyląduje z depresją albo będzie na nią odporny?

Dyskusja

3 lata temu

Jeżeli chodzi o debaty to polecam zainteresować się osobą Karola Fjałkowskiego. Myślę, że Wasza debata byłaby prawdziwym sztosem.

Don Camilo
3 lata temu

Alkoholizm to jednak inna bajka, niż depresja - depresja to w 100% głowa, alkoholizm to od pewnego momentu chemia.
Co do depresji, to mam podobne wnioski - z życia osobistego oczywiście. Zamiast bulić psychologom i lekarzom warto spróbować kilka rzeczy które akurat przypadkiem proponuje Biblia:
1. Mówienie prawdy - przede wszystkim o sobie;
2. Świadomość celu wszystkiego co robię (jeśli coś robię wbrew woli to dlaczego, co próbuję wzamian uzyskać?);
3. Nie porównywanie się z innymi;
4. Nie obciążanie się błędami naszych najbliższych;
5. Zajęcie się drugim człowiekiem (na przeróżne sposoby) albo przynajmniej jakimś zwierzakiem, które pozwoli przestać ciągle wpatrywać się w siebie ("więcej szczęścia jest w dawaniu").

Łukaszek
3 lata temu

Jeśli chodzi o debaty to do pewnych starć raczej nigdy nie dojdzie gdyż groziło by to zniszczeniem wszechświata. (podobnie trochę jak to było w dragon ball super) Odpowiednie siły tego pilnują.

Niezupełnie rozumiem 4 punktu, ale ja bym jeszcze do tego dodał: Nie bój się niczego oprócz Boga.

Ważne jest też chyba zrozumienie roli jaką się ma w tym świecie, tego co można zrobić, bo życie podsyła tyle sytuacji których się nie zauważa albo raczej ignoruje.
Najgorsze to jest chyba to lenistwo.
Co z tego że duch ochoczy, to tak jak by ujeżdżać słonia który się ciebie w ogóle niesłucha.

Martin
3 lata temu

Trafnie to napisałeś, Don Camillo.
Może nawet lepiej niż ja, bo konkretniej już.

Ja nie jestem zadowolony z tego odcinka. Ale nie potrafię go nagrać tak, żebym był zadowolony. Temat jest po prostu tak delikatny i osobisty, a w praktyce tak złożony, że nie da się o nim opowiedzieć tak, żeby potem nie gryzło sumienie, że to powiedziałem za dużo, tam powiedziałem za mało, tu mnie można źle zrozumieć a tam lepiej było nie mówić.

Alkoholizm, deprezja, narkotyki - każda rzecz jest inna, to prawda. Wszędzie też gra rolę chemia organizmu (w depresji też!), ale jestem przekonany, że zawsze podstawowym problemem jest ten psychiczno/duchowy. Tak jak zawsze (z wyjątkiem czysto fizycznych przypadków, których jest mało) jest jakiś powód depresji, tak jak jest jakiś powód wpadnięcia w alkohol, narkotyki i inne rzeczy.

Tak jak to opisał Wilkerson w "Krzyż i sztylet", przejście detoxu dla narkomanów było straszne, ale do zrobienia. Organizm potrafili odtruć, ale nie potrafili sobie poradzić z tym czymś w środku, co im kazało ćpać. I znów do tego wracali, chociaż już nie organizm domagał się dawki.

Ja punkt 4 rozumiem. Można by dopisać jeszcze z kilkadziesiąt innych punktów.

roza81
3 lata temu

Fajny materiał ,w sumie nazwałeś trochę bardziej coś co ja w swoim skrucie myślowym nazywałam że ludzie z depresją mają za dużo na bani właśnie to się rzuca najbardziej w oczy takie rozerwanie i nie wiedzą gdzie iść i wpadają w marazm smutne ale powszechne.

Sebastian
3 lata temu

Moja depresja wzięła się z mnóstwa konfliktów wewnętrznych. Po prostu po latach byłem tym tak obciążony że chciałem tylko jednego..
Kocioł w którym była religia, strach, lęki, dzieciństwo, deficyty emocjonalne, próby zaspokojenia tych deficytów poprzez szukanie prestiżu, nie spełnione pragnienia, brak planu na siebie i wiele innych.
To wszystko wywoływało szereg negatywnych emocji, jak lęk, poczucie winy, wyrzuty sumienia co musiało znaleźć ujście. Znajdowało ujście w nałogach. Kocioł i masło maślane ;(
Nie życzę nikomu. Dziś jestem tego świadomy jak widać, ale do końca nadal z tego nie wylazłem.

Heretic
3 lata temu

52:56 o !, i ja teraz tez tak mam od jakiegos czasu. bardzo chcialem wiezyc, miec Boga i cel ... ale moj umysl niestety domaga sie logicznego traktowania a sprzecznosci w Ewangeliach, absurdy i brak jakichkolwiek dowodow na latanie, wskrzeszanie itd pozostawiaja mnie na boku boiska jaka jest religia. ale zostal mi nawyk ogladania Martina - ktorego lubie.

Sebastian
3 lata temu

p.s

Jak zauważyłem w swoim życiu przymus o którym mówisz i chciałem go wyrzucić, to automatycznie zacząłem się bać. Coś na zasadzie ''Spróbuj robić po swojemu a zobaczysz''
Gdzie się nie obejrzałem, to było widmo że jak tylko spróbuje to poniosę złe konsekwencje tego ruchu.
Nie ma tu miejsca na siebie.

Martin
3 lata temu

Ooo, a mi się wydaje, że ja mogłem właśnie łatwo wpaść w tą samą pułapkę, w którą wpadł Heretic - w pułapkę dowodów.

To droga wynikająca z nieograniczonej wiary w umysł, która się sprowadza do: "wierzę tylko w to, co się da udowodnić". Pułapka polega na tym, że poza teoretyczną matematyką w realnym życiu praktycznie niczego nie da się udowodnić. Nawet fizyka od czasów powstania fizyki kwantowej, wyleciała z tej grupy rzeczy pewnych, i można już tylko mówić o prawdopodobieństwach.

Ludzie, którzy więc tylko na tym co dowiedzione chcą polegać, mają do wyboru albo nie wierzyć w nic albo uwierzyć w jakiś konsensus przekonań, nadać tej religii nazwę "Nauka" i traktować jej przedstawicieli jak kapłanów i proroków.

Ja nie wpadłem w to dlatego, że jestem trochę głupi. Siedzi we mnie dużo z dziecka. Dzięki temu nie odrzuciłem innych dróg do poznawania świata niż tylko przez dowody i liczby. Z czasem się okazało, że w konfrontacji z życiem, siła tych liczb i dowodów jako fundamentu życia, jest mizerna.

W kwestii Boga nie próbuję nawet dowodzić niczego. Za to zwracam uwagę, że wiele rzeczy nieudowadnialnych może się okazać i prawdziwych i fajnych. Jak np. bycie z kimś w związku.

Andrzej
3 lata temu

Fajny odcinek, dużo ciekawych spostrzeżeń i analogii :). Depresja to temat na czasie.
O ile mnie pamięć nie myli, to w Biblii nie spotkałem fragmentów, w których ktoś przekonywałby że Bóg jest. Były dyskusje, czy jest jeden, komu sprzyja, czyją trzyma stronę ale kiedyś chyba nikt się nie zastanawiał czy jest. A skoro jest, to każdy mniej lub bardziej, ale brał Jego istnienie pod uwagę. Ostatecznie "w Bogu nadzieja". I może dlatego o depresji niewiele się mówiło.
Jednak tak coś mi się wydaje, że temat ten jest poruszony w Mt6.
"Lampą ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest czyste, całe twoje ciało będzie świetliste,
jeśli jednak twoje oko jest złe, całe twoje ciało będzie ciemne. Jeśli zatem światło w tobie jest ciemnością, to jakże wielka to ciemność!"
Światło to prawda a prawda jest logiczna. Ciemność to brak prawdy. Przy braku prawdy ciężko jest zachować rozsądek, przyjąć logiczny kierunek działania, coś planować.
Nic nie ma sensu bo brak we wszystkim logiki. Jedyny logiczny kierunek, to "nie być".

Marcin Mielcarski
3 lata temu

A ja uważam że to naprawdę dobry odcinek i to dla tylko jednej myśli która mi została której esencja jest taka: "jeżeli coś ci zatruwa życie to nie powinieneś się z tym godzić" i myślę że to złota rada. Zreszta Jezus też o tym mówił tylko w dużo bardziej obrazowy sposób :)

"Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego."

Chociaż oryginalny kontekst jest tam inny, to se myślę że można i w ten sposób to interpretować :)

Andrzej
3 lata temu

Wszystko można interpretować jak się chce, ale im więcej prawdziwej wiedzy (czystego, niezakłamanego światła) do nas dociera, tym większe szanse, ze nasza interpretacja tej wiedzy pozwoli nam na korzystne dla nas działanie.
Jeżeli za "wyłupanie oka" przyjmiemy odrzucenie fałszywych informacji, to będzie to oczywiście rozsądne działanie.
Od jakiegoś czasu (jak to Martin zauważył) jest ogromne powszechne parcie na przekonanie wszystkich, że Boga nie ma.
Jest za to wszechobecny, agresywny i atakujący zewsząd wirus.
Jak to niektórzy mówią "Boga nie musimy brać pod uwagę, bo go przecież nie ma."
Za to wirus nas wciąż atakuje.
A przecież z łac. virus to „trucizna, jad”.
Trucizna nie atakuje.

Żabosław
3 lata temu

Ja tam depresji nie mam, tylko często jestem po prostu smutny, wystraszony, zrezygnowany, wiadomo, jak to smutna żaba.
Jedna rzecz tylko mi przypomniała o pewnym bardzo ważnej kwestii - to jak mówiłeś o tym, że mamy prawo być tym kim jesteśmy, mamy prawo żyć, robić itd. Jeszcze bardziej przeżyłem to gdy taki sam motyw pojawił się na końcu popularnego anime Neon Genesis Evangelion, polecam oczywiście. Dlaczego tak przeżywam, gdy ktoś mi mówi, że mam prawo? Pewnie dlatego, że gdzieś tam w głębi, uważam, że nie mam. I w sumie nie wiem co z tym uważaniem można zrobić, jak to wyleczyć, jak się z tym zmierzyć.
Dzięki za możliwość sobie o tym przypomnienia :>

Jadzia
3 lata temu

Martin, dziękuję Ci za ten odcinek. Nawet nie wiesz jak mi pomógł.

Co jeszcze?