Pokaż jak się modlisz, a powiem ci kim jesteś

2 miesiące temu

Maraton trwa

Zostało odcinki do końca.
45min

Pokaż jak się modlisz, a powiem ci kim jesteś, czyli: jak się modlić tak, żeby nie robić z Boga idioty.

Dyskusja

Kamilowski
2 miesiące temu

Bardzo przyjazny odcinek. Czasami zazdroszczę Ci spokoju jaki w sobie nosisz i pogody duch. Mnie osobiście bardzo irytują przejawy takiej "pobożności" na pokaz. Muszę się bardzo postarać, żeby zachować spokój i mówić bez emocji, gdy rozmowa na ten temat się wywiąże.

Ostatnio doświadczyłem jak fajny jest Bóg i jak bardzo nietypowo działa. Na ulicy uczestniczyłem w sprzeczce drogowej wywołanej przez kierowcę czarnego BMW, który zablokował jezdnie stojąc swoim samochodem w poprzek 2 pasów -"mojego" i z naprzeciwka - na dość ruchliwej drodze. Na kilka próśb o odjechanie postanowił jednak nie ustąpić i w rezultacie walnął mnie w twarz rozwalając łuk brwiowy i pozbawiając mnie 2 zębów. Najważniejsze jest jednak to, że wcześniej bałem się iść do dentysty a teraz zostałem zmuszony i dzięki temu odkryto u mnie schorzenie, które udało się opanować w dość krótkim czasie. Kilka dni wcześniej, przed zdarzeniem, modliłem się i prosiłem Boga o pomoc i jakiś imperatyw żeby iść do dentysty.I teraz ostatecznie jestem szczęśliwy i zadowolony bo wszystko jest w porządku.
Modląc się nie zapominajmy, że Bóg ma lepszą perspektywę niż my i widzi wszystko co dla nas jest dobre!

Martin
2 miesiące temu

To jest prawdziwa historia?
Ale jaja. Muszę sobie zapisać. Do nowego podcastu będzie.

Kamilowski
2 miesiące temu

Prawdziwa jak najbardziej. Pojechałem do dentysty do którego chodzi moja żona, Ja chodziłem gdzie indziej. Trafiłem tam bo sytuacja wymagała pilnej interwencji i wszedłem na termin Patrycji. Dzięki temu odkrył u mnie (szczegóły wolałbym jednak pozostawić sobie:)) schorzenie, o którym moja "pierwotna" stomatolog nie wspomniała. Zaraz po tym pobiciu byłem nieco smutny ale potem kiedy już jechałem do lekarza i jak byłem na zwolnieniu lekarskim to dotarło do mnie, że ostateczny wynik jest bardzo pozytywny. Bóg daje nam o znać o sobie na bardzo wiele, różnych sposobów i zawsze ma dla nas dobre zakończenie tylko trzeba mu zaufać i to tak w pełni. Tak jak 3 letnie dziecko ufa ojcu będąc na jego rękach - bezgranicznie!

Zbyšek Kielbása (Česka Mafiá)
2 miesiące temu

Ja się zastanawiam po co powstała wyjątkowo "artystyczna" Księga Psalmów. Po co Bóg kazał zbudować sobie świątynię? Wyobrażam sobie, że tam raczej śpiewano i "klepano" modlitwy. No ale wiadomo - Żydzi.

Kamilowski - A to czarne BMW czasem nie było na czeskiej rejestracji?

Don Camilo
2 miesiące temu

Jezus, w "modlitwie arcykapłańskiej", w 26 zdaniach użył słowa "Ojcze" 6 razy. Dużo?
W Wielkopolsce z podobną częstotliwością używa się słowa "tej" a w murzyńskich rejonach USA - "man", "yaou".

Są jeszcze szkoły (gł. ruch wiary), które mówią, że modlitwa (podobnie jak samo czytanie Biblii) powinna odbywać się na głos a nie w myślach. To chyba na podstawie Listu do Rzymian i księgi Jozuego ("niech nie oddala się księga od twoich ust").

Wydaje się, że wiele modlitw w grupie to po prostu przemycanie swoich poglądów. Jak człowiekowi nie dają wejść na mównicę, to przynajmniej wypowie swoje racje przebierając je w modlitwę. Dotyczy to głównie modlitw w sprawach polityczno-społecznych.

Sebastian
2 miesiące temu

Ha! ja sie zastanowilem po tym odcinku, zauwazylem z do Boga mam taki sam stosunek jak do swojego ojca ziemskiego, malo tego, Boga traktuje tak samo i postrzegam go tak samo jak swojego ojca, wiec modle sie tak zeby sie pomodlic ze spuszczona glowa przekonany ze i tak nic mi nie da, ani nic nie spelni, wiec modlac sie z gory zakladam ze i tak dupa z tego...

Jak to zmienic?

Martin
2 miesiące temu

Na to chyba akurat prosto zaradzić. W zasadzie już to zrobiłeś.

Starczy uświadomić sobie po prostu, że Bóg nie jest taki jak ten ziemski ojciec.

Ta świadomość pozwala, zamiast automatycznie przenosić to, co wiemy z naszych życiowych relacji na relacje z Bogiem, zacząć się uczyć relacji z Bogiem jako ojcem. Nawet od zera, jeśli trzeba.

To rozsądne przecież, że to raczej Bóg powinien być wzorem tego jakim człowiek powinien być ojcem, a nie to jakim człowiek był ojciec wzorem tego jaki jest Bóg.

Lukszmar
2 miesiące temu

Modlitwa = rozmowa z Bogiem. Tak powinno zawsze być. I najlepiej to robić jak z normalnym człowiek. Z tym, że Bóg nie odpowiada jak człowiek - nie słyszymy Jego głosu i tu jest problem przez który większość ludzi nie umie przejść. Trzeba mówić jak do Ojca, przyjaciela, itd. I umieć odczytywać Jego znaki. Heh sam mam z tym czasem problemy i zastanawiam się co Bóg "myśli" na jakiś temat... A i ja czasem pochylam głowę podczas modlitwy, ale też czasem patrzę na ścianę czy w niebo. Generalnie jako, że Boga nie widać jak normalnego człowieka to właśnie robię to, żeby się niczym innym nie rozpraszać.

Sebastian
2 miesiące temu

Martin, pełna zgoda, ale tak jak zauważył Lukszmar, problem pojawia sie wtedy kiedy trzeba odczytac znaki Boze, wtedy kiedy On do mnie mówi, rozmowa jak sama nazwa wskazuje sugeruje dwie osoby w tym przypadku, a skad ja mam wiedziec co Bóg do mnie mowi? jak mam go odczytać? zeby nawiązac relacje trzeba do tego dwie osoby...:)

Martin
2 miesiące temu

No trzeba, trzeba.
Bez zaufania i ryzyka w tym wypadku się nie obejdzie.

Ale widzicie jak to wyglądało w Dziejach Apostolskich? Komunikacja była. Dało się wtedy, da się i teraz. Obietnice (wiele z nich bezpośrednio od samego Jezusa) się nie przeterminowały, Duch Święty dalej istnieje.

Jak to opisane w Heb 11:6: "bez wiary nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że on istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają".

Ta wiara to rzecz aktywna a nie pasywna, jak się powszechnie uważa: to po prostu podejmowanie ryzyka i zaufanie, że będą dobre rezultaty.

Tak że zachęcam do prób (i błędów).

I zwracam uwagę, że kto unika błędów za wszelką cenę, ten nie ma szans.

Lukszmar
2 miesiące temu

Tak, Martin ma rację. Podstawa to tutaj wiara, zaufanie i podejmowanie ryzyka. Na przykład masz jakiś problem. Modlisz się do Boga, bo nie wiesz co masz naprawdę z nim zrobić. Czy pójść w prawo czy w lewo. Z jakiegoś powodu jednak zaczyna ci się wydawać, że jedna strona jest lepsza niż druga, bo tak odczytałeś znaki jakieś znaki. Spróbuj wtedy tą drogą po prostu pójść. I nie próbuj pytać się Boga o wybór którego na pewno nie zechcesz zrealizować, ale wtedy kiedy naprawdę jesteś otwarty na coś i na Niego...

Sebastian
2 miesiące temu

Lukszmar, u mnie z wiara to spory problem, mam ja ale nie w ta strone co trzeba, np ktos mowi ze nie ma wiary, bo o cos prosi i sie nie spelni. Tak naprawde ma spora wiare wlasnie w to ZE SIE NIE SPELNI, u mnie tak jest wlasnie...
Modle sie, prosze ale i tak nie wierze ze cos poztywnego z tego wyjdzie, po prostu jestem absolutnie przekonany ze dupa z tego, mowiac kolokwialnie, potem sie nie spelnia, i mowie sobie, widzisz nie spelnilo sie, przy czym jeszcze bardziej sie w to pogrążam...

Jak bylo w ktoryms wersecie w Biblii, ze ten kto ma bedzie mial jeszcze wiecej, a ten co nie ma, to bedzie mu zabrane nawet to co ma, chodzi o wiare...

Nie potrafie wierzyc ze Bóg mnie wyslucha, ze moze sie naprawde cos spelnic, nie umiem wierzyc w dobry obrót spraw, tylko bardzo mocno wierze w zly obrót spraw...

tu jest problem...

Lukszmar
2 miesiące temu

To trzeba uwierzyć. To zaraz takie trudne i proste :). Polecam spotykać się z chrześcijanami (tymi prawdziwymi), pogadać, zobaczyć co ludzie przeżyli i jak to u nich się ma...

Werka
2 miesiące temu

Co to za jakiś dziwny podział na prawdziwych i nieprawdziwych chrześcijan? Masz jakies wyznaczniki prawdziwości, pomysły kto to ma oceniać i na jakiej podstawie? Lepiej nie bawić się w tego typu segregację, można zrobić krzywdę komuś i sobie a tak czy siak ciężko o obiektywność.

Sebastian, sama wiara nie ma mocy sprawczej. Prosisz, więc proś po prostu i czekaj czy będzie odpowiedź czy nie. Myślę, że to jak się nastawiasz nie rozstrzyga o decyzji Boga, chociaż sama wiara jest dobra i potrzebna. Nie jest jednak tak, że zdobywasz coś siłą i mocą swojej wiary. Moc ma Bóg, nie sama wiara, dlatego warto polegać na nim. Bóg jest niezależny. Ogólnie rzecz biorąc chodzi o to na czym się skupiamy, można na samej wierze, można na Bogu. Lepiej na Bogu. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Martin
2 miesiące temu

Myślę, że tym, kto najlepiej wie kto jest marksistą a kto nie jest, jest Marks.
Analogicznie, tym kto jest chrześcijaninem a kto nie, wie Chrystus (jak sama nazwa "chrześcijanin" wskazuje).

No więc tak, mam wyznaczniki prawdziwości, czyli wszystko co Jezus mówił na ten temat.

Ale to prawda, że trzeba z tym ostrożnie, bo nie wiemy co siedzi w człowieku, a też ani jego wszystkich słów i czynów nie znamy ani ich konsekwencji.

Z drugiej strony jednak, tam gdzie to jest jasne, tam lepiej zrobić jasną wyraźną linię między tym co ludzie uważają za chrześcijaństwo a tym co Jezus uważał za chrześcijaństwo. Dobre samopoczucie nie sprawi, że życie w złudzeniach, wiara w rzeczy nieprawdziwe, dobrze się skończy. Większość ludzi, którzy się ogłaszają nimi, wcale nimi nie jest i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Bo podstawą oceny nie jest to na ile są "dobrzy", ale to jakie definicje przyjmują.

Inaczej mówiąc to nie jest kwestia oceny innych, tylko przywracania słowom ich prawdziwego znaczenia.

Werka
2 miesiące temu

Ok, jeśli takie wyznaczniki prawdziwości i taką ocenę masz na myśli to ok, chociaż sama nie odważyłabym się na ocenę kogokolwiek. Tylko gdzie Jezus mówił, że wyznacznikiem i kryterium oceny chrześcijaństwa jest sposób modlitwy? Jakie ma znaczenie to czy zamykasz oczy, pochylasz głowę czy kończysz modlitwę zdaniem "w imieniu Jezusa"? Najważniejsze jest życie i to co z nim robisz, to czy masz owoce czy nie masz, nie to czy pochylasz głowę i zamykasz oczy. Stwierdzenie, że jak ktoś się modli tak jak wyżej to najpewniej nie zna Boga dla mnie jest przesadne. Są ludzie, którzy zostali wychowani w taki a nie inny sposób, dla których postawienie kawy na Biblii będzie przejawem braku szacunku i nie ma w tym niczego strasznego, ot takie a nie inne spojrzenie. Hm, potrafisz dostrzegać, uświadamiać innym błędy w myśleniu i mówić o nich głośno i fajnie, bo nikt inny tego nie robi, ale czy tutaj aby nie idziesz w ocenie za daleko?

piotr z a
2 miesiące temu

"Są ludzie, którzy zostali wychowani w taki a nie inny sposób"

I właśnie w tym leży problem, ja przez ponad 40 lat miałem takie podejście kompletnie nie znając Boga, a dzięki takim spostrzeżeniom Martina jak w tym odcinku, widać wszystko w innym świetle.
Człowiek uświadamia sobie że ten Bóg jest kimś realnym, do którego ma się jakiś stosunek, relacje a nie powtarza się tylko jakieś wyuczone frazesy bo tak się nauczyłem i tak trzeba.

Chyba mniej więcej o to chodziło Martinowi.

Dodam tylko jeszcze psalm Dawida który jakby odzwierciedla to, o czym mówił Martin.
"Zawsze Pana mam przed oczyma On jest stale po mej prawicy, i dlatego stoję."

Sebastian
2 miesiące temu

Osobiscie uwazam sie za opuszczonego przez Boga, nie potrafie sobie sam ze soba poradzic, ciemnosc w sercu, czasami mam takie wrazenie ze chce zakonczyc ta ciemnosc, nie radze sobie, za duzo kompleksów, za duzo pytan, znaków zapytania i te milczenie Boga, czasami czlowiek nie umie znalesc, czy Bóg moze tak traktować ludzi?

Damianut
2 miesiące temu

"mam takie wrażenie, że chcę zakończyć tę ciemność" - chcesz popełnić samobójstwo? masz wrażenie, czy myśli? bo jak niby chcesz to zakończyć? Sam mam codziennie myśli samobójcze...

Nie wiem czy mieszkasz sam w domu, czy masz może jakiś cichy kącik, ale polecałbym Ci znaleźć sobie czas i miejsce, gdy będziesz sam i nie będzie Ci nikt przeszkadzał (wejdź do swej izdebki...), najlepiej jak już będzie ciemno, w pokoju i zacznij mówić na głos.

Mów tak jakbyś rozmawiał z Jezusem, ale autentycznie. Możliwe, że zachce Ci się wziąć jakiś przedmiot, któryby symbolizował Go, żebyś mógł na Niego patrzeć - na przykład krzyż. Możliwe, że będzie Ci się chciało odmówić przed rozmową jakąś modlitwę, bo wyda Ci się to odpowiednie. I zacznij mówić. Możesz nawet zapytać, co tam u niego; potem powiedzieć jakie masz problemy, czego byś chciał. W końcu rozmawiasz z Synem Boga który może wszystko. Może Ci się zachce mówić, że Go kochasz.

Najprawdopodobniej zaczniesz płakać, a to już Ci pomoże.

Testowałem - na mnie działa. Jutro znowu próbuję, ale za dnia.

Sebastian
2 miesiące temu

Rozmawiałem, bardzo czesto jak wracałem autem do domu, sam samotny, mowilem na glos o swoich problemach, o lekach, rozbitym poczucie wartosci, plakalem, cierpialem, rok w rok to samo, wszystko jak grochem o sciane...;/

Bede próbował dalej, co mi zostało...

Lukszmar
2 miesiące temu

Werka, chodziło mi tutaj o ludzi którzy uważają się za chrześcijan, a nimi naprawdę nie są. A w kraju takim jak Polska z tego co widzę dookoła jest pełno "wysiadywaczy" kościelnych ławek czy ludzi na przykład pokroju Tadeusza Rydzyka. W sumie nie znam Tadeusza Rydzyka osobiście, ale głowę bym dał sobie uciąć, że on chrześcijaninem nie jest. Widać to po jego czynach i "owocach". A za takowego przykładnego chrześcijanina niewątpliwie się uważa. Ja staram się ludzi nie oceniać, ale często się nie da. Najgorzej jest właśnie jak ktoś uważa się za przykładnego chrześcijanina i mającego monopol na "wiadomości" od Boga.

Sebastian jeśli chcesz z kimś naprawdę porozmawiać to powinieneś poszukać ludzi którzy mają prawdziwy kontakt z Bogiem. Polecam przede wszystkim małe grupki, gdzie ludzie są otwarci i znają Biblię. na odwyku jest trochę takich ludzi i można się z nimi umówić na chrzescijany.pl. Generalnie spotkania z innymi chrześcijanami pomagają, bo mogą cię na coś naprowadzić czy do czegoś natchnąć. W końcu Bóg działa też przez innych ludzi. Acha i Bóg może robić co mu się podoba, ale jest miłosierny i nas kocha, więc nas nie torturuje. To raczej my sami siebie torturujemy

Sebastian
ponad miesiąc temu

Aj, ciezka sprawa, ja od wielu wielu lat zmagam sie z poczuciem winy i poczuciem nizszosci, nie wiem jak mam temu zaradzic, próbowalem juz wszystkiego, przeciez zycie z czyms takim traci kolor, sens i całą ta zawartosc...

A staje sie meczarnia, przez poczucie nizszosci wstydze sie ludzi, wstydze sie miejsc publicznych, boje sie neagtywnej oceny siebie samego, dlatego nie mam przyjaciol...A poczucie ciaglego nieuzasadnionego wstydu jest u mnie od kiedy pamietam, ciagle czuje sie winny, jakbym nie wiem co zrobil w zyciu..

Pan Bóg nie chce tego odemnie zabrac aby te zycie bylo jasniejsze, ale milczy na tym etapie..Co robic?

Damianut
ponad miesiąc temu

Rozważmy przykładową sytuację:
Idziesz do pracy i przechodzisz koło współpracowników. Przeszedłeś obok jednego, popatrzałeś i nie powiedziałeś mu "dzień dobry". Teraz zaczynasz siebie obwiniać, że nie potrafisz się zachować, zastanawiasz się co on o Tobie pomyślał i pogrążasz się w poczuciu winy.

W tym momencie zadaj sobie jedno pytanie: "Co złego zrobiłem?" W tym przypadku nic, więc możesz być pewien, że to poczucie winy jest nieprawdziwe, jest całkowicie nieadekwatne do sytuacji. Bo przecież ten współpracownik też się nie przywitał.

W każdym takim przypadku, gdy czujesz się winny, pytaj się siebie "Co złego zrobiłem?". Znajdź odpowiedź na pytanie, taka jak Ci się wydaje. Możesz myśleć, że Twoje odpowiedzi są głupie, lub że przejmujesz się błahostkami. Możliwe, że tak. I chodzi o dojście do uświadomienia sobie tego faktu. Skoro to błahostka, to nic złego nie zrobiłeś i nie musisz czuć się winny.

Kolejny przykład: Możliwe, że niespowiedzianie przyjdzie do Ciebie myśl, że nie masz dziewczyny, a powinieneś i się obwiniasz. Co tym złego? Nic! Nie masz obowiązku mieć dziewczyny.
Pytasz "Co robić?". Więc piszę: Zadawaj sobie te pytania i odrzucaj nieuzasadnione poczucie winy.

MiśKendi
2 tygodnie temu

Fajnie powiedziane, mam podobne podejście. Modlitwa jest odbiciem tego kim jesteśmy i jak żyjemy. Tak jak w życiu chodzi o autentyczność tak i w modlitwie :)

Podobne odcinki: