621. Wiara, nadzieja, miłość, kościół
Przyszła do mnie ostatnio odwiedzić grupa reklamująca Boga i odwiedziająca domy. I nie byli to Świadkowie Jehowy. Chociaż coś tam wspólnego z nimi mieli. Ale ważniejsze jest to, czego nie mieli, a to była ważna rzecz. Przynajmniej dla mnie. I chyba dla Jezusa też.
To mi uświadomiło, że grupy chrześcijan można by podzielić na trzy kategorie: kościoły wiary, kościoły nadziei i kościoły miłości. Ja wiem, że to uproszczone, ale przydatne. Bo daje do myślenia, a o to mi przede wszystkim w tym programie chodzi: żeby pomyśleć samemu i samemu decydować.
Poprzedni odcinek:
Poprzedni odcinek:
Dyskusja
Chodzi o to, że z powodu tego jak działają ludzie w grupie, jedna z tych opcji robi się tą dominującą.
Sedno chrześcijaństwa ("nowego przymierza") polega właśnie na tym, że nakazy, zakazy, przymusy zostały zastąpione czymś lepszym.
Uczniowie Jezusa nie wierzą w "trzeba", oni wierzą w "chcę".
Uczniowie kościołów albo nie rozumieją tej koncepcji, albo ją odrzucają. Czy to ze strachu przed wolności, czy z miłości do kontroli, czy zwyczajnie dlatego, że im nikt nie powiedział.
I tak zostaje mieszkanka judaizmu i chrześcijaństwa, gdzie nic się kupy nie trzyma.
Tak jak twoja wypowiedź: zaczynasz od "bracie" a potem mówisz do mnie jakby to było przemówienie sekretarza partii. Jaki brat z siostrą rozmawia takim tonem i takimi słowami?
I całe to wasze kościelnictwo tak wygląda: dużo gadania o wolności którą przynosi Jezus a w praktyce więcej strachu, kontroli i władzy niż za czasów Faryzeuszy.
Tak że przepraszam bardzo, ale ja się do takiego "braterstwa" w ogóle nie poczuwam.
Więcej już widzę życia, wolności i Boga pomiędzy tymi ludźmi "ze świata", jak ich pogardliwie określasz.
Tam mieli taki sam problem z darami duchowymi i miłością, może tyle że tam nikt nie kwestionował ich autentyczności, dziś z tym jest trochę słabo.
W każdym bądź razie z moich obserwacji wynika że obojętność na drugiego człowieka i brak autentyczności wzrasta wraz z poziomem nakręcania się na nadprzyrodzone cuda połączonym z amerykańskim modelem marketingu religijnego.
No ciężko ich lubić, no ale co zrobisz jak nic nie zrobisz.
Poza tym gdyby tak było, to czy Jezus mówiłby do swoich apostołów "miłujcie się"? Kto jak kto ale oni poddali mu swoje życie, a jednak to żeby kochać było wciąż ich wyborem, a nie czymś danym z góry raz na zawsze.
Więc ja bym tego nie romantyzował za dużo. To jest naprawdę coś, co od naszych decyzji zależy.