
Kiedy para powinna zamieszkać razem? Jak najszybciej? Jak najpóźniej? Czy to niebezpieczne? Czy właśnie potrzebne?
Najatrakcyjniej jest zacząć mieszkać ze sobą przed ślubem,a przestać po ślubie;-)
Zanim ktoś wystosuje veto, to sprostuje, że żartuje. Bo tak na poważnie toepiej dopiero 5 lat po ślubie przestać mieszkać, żeby znów było atrakcyjnie.
Bo najtrudniejsze w związkach jest to, aby były trwałe.
Je to prawda!
A ja powiem na koniec, że tak mi się życie potoczyło - i tak też je prowadziłem - że mieszkałem z dziewczyną kilka razy. I nie żałuję wcale. Jeżeli już mi czegoś żal, to że było za krótko.
Ale problemem nie był nigdy sam fakt mieszkania. To raczej pomagało. Przyspieszało sprawy. I rośnięcie. Jak dobry nawóz.
Mieszkać ze sobą? A to Panie od zaraz np z 3 nieznajomymi kobitami :P. Ale mówię oczywiście o współlokatorach. Z kolei jeśli chodzi o pary, które przez mieszkanie ze sobą rozumieją też spanie ze sobą w jednym łóżku i seks to inna sprawa. W tym sensie myślę, że można zacząć mieszkać ze sobą po prostu kiedy się wie, że to jest "ta" osoba z którą chcielibyśmy spędzić całe życie :).
A co do randek i poznania człowieka to niekoniecznie. Trochę można poznać ludzi na kolejnych randkach, bo randki kolejne to już są naprawdę spotkania takie nieformalne dwojga ludzi którzy nie są tak spięci i nie próbują na siłę wywrzeć na drugiej osobie wrażenia (pierwsza randka tak). Poza tym, generalnie z drugą osobą można się poznać nie tylko mieszkając ze sobą. Po prostu spotykając się często w różnych sytuacjach. W domu, w sklepie, w pracy, w kościele czy na spotkaniu grupki oglądając film, gotując razem, uprawiając sport razem. I oczywiście przez internet patrząc co lajkuje, komentuje i jak to robi. Trzeba ludzi obserwować i po prostu i słuchać.
Wysłuchałem całej audycji i przy całym moim poparciu mieszkania razem nie mogę zrozumieć dlaczego niby to jest takie ważne? Z dziewczyną, która niedługo zostanie moją żoną jesteśmy razem od 3 lat, a znamy się prawie 4. Do tej pory nie mieszkaliśmy razem, ale trochę podróżowaliśmy, jakiś autostop, góry itd. Jestem przekonany o tym, że to właśnie z nią chcę spędzić życie i będę robić wszystko żeby rozwiązywać problemy i widzę, że ona też. A tych problemów już trochę było.
Także pojawia się pytanie co takiego w mieszkaniu razem może wyjść czego nie możemy przewidzieć teraz? Czy chodzi o to, że nagle może się okazać, że druga osoba robi 2 herbaty z 1 torebki i sobie z tym nie poradzimy psychicznie? Czy, chodzi o te skarpety? Czy o podział przy zmywaniu (który już dawno mamy obgadany)? Nie wyobrażam sobie żeby takie błahostki miały doprowadzić do rozpadu związku podczas gdy znamy swoje poglądy, filozofie, marzenia, plany na przyszłość :)
poniedziałek 3 marca
start: 20:00