Matka Boska kręci ludzi

ponad miesiąc temu

Maraton trwa

Zostało odcinki do końca.
40min

To jasne, że siła rażenia kultu maryjnego w Polsce jest nieprawdopodobnie duża. Ale dlaczego tak się dzieje? Mało ludzi ma na tyle dystansu, żeby zrozumieć i trzeźwo odpowiedzieć, ale ja spróbuję. Bo wydaje mi się, że jest to dużo mniej tajemnicze i ponadnaturalne zjawisko niż się wydaje. Jak się nad tym zastanowić spokojnie, to kult maryjny jest w ogóle nie tajemniczy i zupełnie naturalny. Zgadzasz się? Nie zgadzasz? Powiedz co ty myślisz.

Dyskusja

Wszetecznik
ponad miesiąc temu

Dzięki Martin, ciekawe przemyślenia.

Katolicy przypisują Bozi atrybuty Boga. Już samo myślenie, że Matka Boska rzekomo słyszy wszystkie modlitwy i jest wszechobecna oraz ma moc sprawczą, jest robieniem z niej Boga lub myleniem jej z Bogiem. Wiadomo kto jest jedynym pośrednikiem, orędownikiem i pocieszycielem w Biblii.

Zgodzę się z Tobą, że głosząc ewangelię warto opowiadać o Bogu, a nie o szatanie. Nie ma raczej sensu wychodzić do niewierzących, czy katolików i wyliczać im co w ich życiu szatan zrobił. Nie od tego jesteśmy, by szatana głosić. Lepiej głosić Boga, skupić się na tym co On robi, a złe rzeczy w obliczu prawdy same się skompromitują.

Jednak na codzień nie przejmuję się co myślą o mnie katolicy. Nie krępuję się bezcześcić "Zawsze Dziewicy" i nie kryję się ze swoim brakiem szacunku, a nawet obrzydzeniem do tego czy innego bożka. Rozmawiając z chrześcijanami, nie toleruję głoszenia kompromisów w tej materii. Nie można czcić Bozi i być chrześcijaninem. Albo albo. Jeśli ktoś umiera z nadzieją, że przed złym Bogiem uchroni go Bozia to jak Jezus ma go zbawić?

Pozdrawiam!

Martin
ponad miesiąc temu

Ja się też nie przejmuję tym co o mnie myślą katolicy. Ale interesuje mnie to co myślą katolicy.

No bo można robić i mówić swoje, przy okazji uprawiając "mam was w dupie" w kierunku tych wszystkich, co nie mają racji. Można, tylko efekt nie jest najlepszy. Nie całkiem bierze się to z naśladowania Jezusa, bo on trochę inaczej to robił. Oczywiście, że nie przejmował się tym, co sobie o nim pomyślą, ale jednak interesowało go co kto myśli, jak co rozumie i co jest w stanie wysłuchać, zrozumieć i zaakceptować, a co nie.

Wiele razy powstrzymywał się, żeby gdzieś iść albo coś powiedzieć. Jak rozmawiał z Samarytanką przy studni to nie wyliczał jej na dzień dobry katastrofalnych błędów w rozumieniu Boga. "Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie" - powiedział swoim uczniom i też im nie opowiedział wszystkiego. To były kompromisy? Nie, to była mądrość.

Gryzienie się w język może wynikać ze strachu, że mnie ktoś znielubi, może też wynikać z empatii, zrozumienia i sprytu. Dzieciom się nie mówi o wszystkim. Mają swoje bozie i święte mikołaje, i można to wytykać i mieszać z błotem, ale po co? Żeby się poczuć lepiej?

To jest najlepsza strategia na jaką nas stać?

Wszetecznik
ponad miesiąc temu

Można to wytykać i mieszać z błotem, nie po to by ktoś poczuł się lepiej, ale po to, by nie zapominać, że Biblia wyraźnie pokazuje, że bałwochwalstwo jest obrzydliwością.

"Synowie zbierają drewno, ojcowie rozpalają ogień, a kobiety ugniatają ciasto, by robić pieczywo ofiarne dla Królowej Nieba, a nadto wylewają ofiary z płynów dla obcych bogów, by Mnie obrażać. Czy Mnie obrażają - wyrocznia Pana - czy raczej siebie samych, na własną hańbę?" - Jr 7:18 W Starym Testamencie mógłbym przytoczyć z 50 przykładów, jak Bóg jedzie równo po takiej głupocie. Dobrzy królowie Izraela rozwalali Matki Boskie i święte gaje, Jozjasz nawet kazał wykopać czczone truchła i rozsypać je na zdewastowanych ołtarzach. Nie widać tam patyczkowania się z tym całym syfem.

A sam Jezus jako człowiek? Był cynikiem. Wykazywał totalny brak szacunku do ludzkich tradycji, piętnował kler, nie ważył słów w strofowaniu tych, którzy wypaczają naukę biblijną. W NT też Apokalipsa jedzie równo po religii katolickiej nazywając ją prostytytką z jej Bozią na czele.

Nie mówię, że należy lub nie należy afiszować się ze swoim wstrętem do religii, że należy rozmawiać z katolikami tak, czy inaczej. Niech każdy będzie sobą.

Martin
ponad miesiąc temu

Nie wydaje mi się, że taki był, to jest selektywna obserwacja. Tolerował daleko więcej niż widać po powierzchni. A widzę tu dobry pomysł na odcinek: czy Jezus wykazywał totalny brak szacunku do ludzkich tradycji?

Ale co do tematu to ja mam pytanie: jakie miałeś efekty takiej strategii? Ile ludzi sprawiedliwie objechanych i rzetelnie poinformowanych o tym jak są obrzydliwie, zostało naśladowcami Jezusa i zaczęli kochać ludzi, kochać Boga, poświęcać się i tak dalej?

Ja widziałem wiele, wiele razy z bliska tą rewolucyjną zmianę życia, które ludzie nazywają w skrócie "nawróceniem". Czyli tą decyzje o przejściu pod zarząd Jezusa. Ale nie mogę sobie przypomnieć żadnego przypadku, żeby bezpośrednim powodem było pełne pasji wytykanie komuś błędów w uprawianiu chrześcijaństwa.

Świadomość błędów - i grzechów - jest ważna, pewnie, bez tego trudno zrozumieć jaką wagę miało to, co Jezus zrobił. Komu wiele wybaczono, ten więcej kocha i tak dalej.

No ale właśnie: więcej kocha ten komu wybaczono, a nie ten kogo więcej zgnojono.

W skrócie uważam, że Jezus zrobił więcej mówiąc do jednej takiej: "i ja cię nie potępiam" zamiast "ty grzeszna kurwo".

Myślę, że to po prostu lepsza metoda.

Wszetecznik
ponad miesiąc temu

Nie wiem po co piszesz takie oczywistości w kontekście mojego komentarza, że nie warto ludzi gnoić itd.. Czy sugerujesz, że ja chodzę po ludziach i wyzywam ich od kurew? xP

Powtórzę się:

Zgodzę się z Tobą, że głosząc ewangelię warto opowiadać o Bogu, a nie o szatanie. Nie ma raczej sensu wychodzić do niewierzących, czy katolików i wyliczać im co w ich życiu szatan zrobił. Nie od tego jesteśmy, by szatana głosić. Lepiej głosić Boga, skupić się na tym co On robi, a złe rzeczy w obliczu prawdy same się skompromitują.

Co do Twojego pytania... Strategii czego, nawracania? W którymś odcinku mówiłeś, że chrześcijanin wcale nie jest od tego, by nawracać, ale świadczyć [Poszukać tego?]. Ja nie nawracam. Może dlatego nie znam efektów. Bóg je zna. Może mam zero punktów, ale przynajmniej jestem szczery i nie akredytuję zabobonów okazywaniem im udawanego szacunku.

Podoba mi się jak Paweł na Areopagu opowiada o nieznanym Bogu. Zamiast wyzywać od kurew wszystko co się nie rusza, zaintrygował ich opowieścią o jednym z posągów, które sami zrobili. Niektórych tym zdobył dla Chrystusa. Nie mówił im, że ich więź z bożkami jest bardzo dobra tylko źle ukierunkowana.

Co jeszcze?