Podróże w Biblii

10 lat temu

Maraton trwa

Zostało odcinki do końca.
31min

Jeszcze raz o podróżach. Ten temat już był, ale czasem dobrze sobie przypomnieć. W tym tygodniu jeżdżę po świecie, więc to taki odcinek przelotny. Za tydzień zaczynamy nowy sezon Odwyku!

Dyskusja

Mieszalniapasz
10 lat temu

Hmmm... odcinek dający do myślenia. Czy "tripy" po grzybkach lub szałwii też się liczą?
Jak myślicie? :)

yerski
10 lat temu

"Jak się da podróżować z kotem to się da i z dzieckiem" Martin litości !!!
Mam dwójkę dzieci i nigdy bym się nie zdobył na taką "złotą myśl"....
A co do mniejszej mobilności pełnych rodzin, to moim zdaniem wynika to z ODPOWIEDZIALNOŚCI za własne dzieci. To nie jest kot czy pies, któremu wszystko jedno byleby żryć dostał. Dzieci chorują, przywiązują się do kolegów koleżanek, i też bardzo tęsknią.
Single i bezdzietni wydają się tego nie rozumieć, ale jest na to lekarstwo - RODZICIELSTWO.
Acha i proszę w komentarzach nie podawać mi super argumentów, typu rodziny patologiczne, lub nienormalni nadopiekuńczy rodzice.. miłego popołudnia :)

Loony1
10 lat temu

O, yerski, dobry komentarz. Widać Martin zapomniał że "dziecko też człowiek" i ma uczucia.

Co do odcinka... podróże na pewno dają większy kontakt z Bogiem niż siedzenie w domu(tak samo jak wyjście/nie wyjście z domu), ale trudno się odważyć.

Myślę że przykład mniejszej skali to porównanie modlitwy samemu, a modlitwy w grupie, do siedzenia w domu/podróżowania.

Łukasz
10 lat temu

Chętnie bym zobaczył jakieś badanie, które wykazywałoby, że dzieci wychowujące się w jednym miejscu są bardziej szczęśliwe od tych podróżujących.

Bo na moją logikę to powinno być dokładnie odwrotnie. Dzieci dużo łatwiej przystosowują się do nowego trybu życia, a korzyści edukacyjne i wychowawcze podróży są ogromne. Już sam przykład rodziców, którzy robią coś niestandardowego, da im więcej niż jakakolwiek szkoła.

megg
10 lat temu

Nie wiem czy więcej na wadze ZA czy Przeciw....byle by mnie emocje nie poniosły ...bo mnie Martin w końcu wywali z Odwyku.... ;) ;/

Podam więc muzyczną odpowiedź....tym razem Manaam
www.youtube.com

Orish- nie znam badań, ale znam "dwa przypadki" sytuacji dzieci, których rodzice często zmieniali miejsce zamieszkania...oba przypadki świadczą o tym, że podróżowanie z dziećmi do np. Krynicy na wakacje jest ok...ale częsta zmiana szkoły i przyjaciół....w dzieciństwie...to koszmar...nienawidzili rodziców za to...ale....to tylko znane mi "dwa przypadki"....dzieci "znikąd"....

Czarnobrody
10 lat temu

@2 Chciałem napisać coś o robieniu dzieci, ale se daruję. Może lepiej nie pisać o singlach -bo czuję się, że ktoś mnie wołał - a pisać o Martinie. No bo widzisz, może single by chcieli, a nie mają nikogo komu mogliby zrobić dziecko? A co pisać o Martinie? Np.:
1) Martin zrób se dziecko.
2) Martin zrób se dwoje dziecków z dwiema kobietami [dla porównania i zobacz które lepiej zrobione].
3) Martin męcz się przez wiele lat wychowując dwoje dziecków.
4) Martin miej pogodę ducha i uśmiech na twarzy kiedy będziesz uczył jak robić kupkę i siusiu do nocnika.
5) Martin zostań w końcu rodzicem.
6) Martin upilnuj już te zrobione i troszkę odchowane dzieci.
7) Martin naucz je czytać, pisać i liczyć oraz podstawowej kultury.
8) Martin chodź na wywiadówki i komendy policji, żeby tłumaczyć wychowawcy i policji co pedagog miał na myśli.
9) Martin zrób se w końcu dziecka.
10) Martin psa czy kota nie zrobisz, a dziecko już tak, zostań rodzicem.
11) Martin może lepiej by było dwoje dziecków z jedną kobietą?
12) Martin zrób se jeszcze jedno dziecko, ale dopiero jak zrobisz dwoje poprzednich.
13) Martin wychowaj te dziecka to Twoje życie zostanie ubogacone widzą o dzieciach z pierwszej ręki...

Martin
10 lat temu

Widzę, że dla niektórych tutaj w życiu nie ma nic porównywalnego z tym, żeby mieć dziecko. Wydaje się wręcz, że Matka Teresa z Kalkuty to była leniwa baba, która nie wie nic o życiu i nic wartościowego nie zrobiła - bo nie miała dzieci.

Przypomnę, że Jezus nie urodził dziecka. Powiedz mu, Krzysztof:
1) Jezus, zrób se dziecko
3) Jezus, męcz się wychowując dziecko
4) Jezus, miej pogodę ducha wychowując... itd.

Jezus nie powinien też mówić o żonach, bo się nie zna - nie miał ani jednej.

"Bądźcie jak dzieci"? A co ty, Jezusie, wiesz o dzieciach??? Żadnego nie miałeś. Jak Martin.

Doceniam pracę, wysiłek i poświęcenie ludzi dla innych ludzi. Bardzo. Ale zachowywanie się jakby na świecie nie istniały żadne inne prace, wysiłki i poświęcenia warte co najmniej tyle samo, wygląda na kompletny absurd. Przesada jest oczywista.

Nie wiem nic o dzieciach? A skąd wiesz? Nie wiem jak inni, ale ja na przykład byłem dzieckiem. Coś tam wiem siłą rzeczy. Wiem na przykład, że podróż z dzieckiem to nie tragedia.

Trudne? Tak. Czasem bardzo. Ale ja znam o wiele trudniejsze rzeczy.

Ludzie to naprawdę robią. To, że dla kogoś coś się wydaje nie do pomyślenia, to nie znaczy, że cały świat tak uważa.

Katol1
10 lat temu

Z własnego doświadczenia dostrzegam wartość podróży. I faktycznie, w podróży Bóg może uczynić różne ciekawe rzeczy. Może kiedyś wyruszę w jakąś dłuższą podróż, taką spontaniczną, choć na razie moje życie przebiega raczej rutynowo.

Łukasz
10 lat temu

Rzeczy wydają się trudne dopóki się ich nie spróbuje.

Jak dla mnie utrzymywanie dzieci w bezstresowych warunkach powoduje, że będziesz je utrzymywał do końca życia. Bo świat będzie je przerażał bardziej niż mamusia. To jak narkotyki. Też dają szczęście. Takie, że potem nie chcesz się uwolnić. Jak pewna "pani doktor" i jej mąż "magister". Mają po 30 lat, wykształcenie, samochód, własne mieszkanie i 5 komputerów. Dochód 1000zł. Resztę kupili rodzice, zadłużając się. Bo to ich oczka w głowie. Po co mają szukać dobrej pracy. Mają przecież tytuły jak chcieli rodzice.

U znajomego też mieszka takie oczko w głowie. Nie chce sobie znaleźć pracy. Po co, skoro u mamusi najlepiej. Mamusia nie wymagała tyle co świat.

KarolinaH.
10 lat temu

Mam dwoje dzieci, miejsce zamieszkania zmieniałam już 5 razy. Moje dzieci mają 12 i 14 lat, samochód mam niecałe 5, więc w najwcześniejszym dzieciństwie wiele razy podróżowałam z nimi przewijając na dworcu, karmiąc (naturalnie!) w przedziale pociągu. Na dłuższych trasach było kilka przesiadek: z kolei w autobus, z autobusu w bus, na dworcach czasem ponadgodzinne oczekiwanie, a brak obowiązujących miejscówek nie gwarantował, że się człowiek do pociągu wciśnie...ech - da się !! I to bez poczucia, że dziecko w ten sposób niepotrzebnie narażam.
Rozszerzając temat zgadzam się wiec z Łukaszem, że taki rodzaj odpowiedzialności za dzieci, który chce je ochronić przed KAŻDĄ życiową niewygodą czy niedogodnością może ograniczać wiarę w samodzielność i odwlekać moment jej osiągania. Zdecydowana większość dorosłych znajomych oddała cugle rodzicom, których - jeżeli dysponują wartościowym doświadczeniem - owszem, warto prosić o radę, ale nie o podejmowanie decyzji za mnie.
A wracając do tematu...podróżować warto. Ile wlezie.

yerski
10 lat temu

Podróże w sensie wycieczki z dziećmi jak najbardziej - TAK. Zawsze ze sobą zabieraliśmy dzieci na wszystkie wypady i podróże. Nie podrzucaliśmy ich babci nawet jak podróż trwała ponad 5 godzin samolotem plus dojazdy, ale nie o takich podróżach mówię.
Chodzi mi o przeprowadzki co 2-3 lata do innego miasta/kraju, lub nieplanowana "podróż dookoła świata".
Znam dobrze środowisko wojskowych, którzy z rodzinami przeprowadzali się bardzo często, zmieniali szkoły, kolegów - to nie jest dobre dla dzieci.
Podawanie przez wszystkich oklepanego przykładu Amerykanów, że co 2 lata się przeprowadzają też nie uważam za trafiony. Amerykanie to nie naród, to zlepek nacji i kultur, którego zachowania społeczne uformowały głównie megakorporacje. A może przykład jakiegoś kraju w Europie?
A co do podróży to polecam!! I nie tylko do Europy północno-zachodniej. Gdy człowiek zobaczy rzeczywistość południa Europy, lub bliskiego wschodu to dziękuje Bogu, że żyje w Polsce :) i przestaje na ten kraj narzekać :)

Jhazper
10 lat temu

Dzieci powinno się zamykać w klatce. W końcu Bóg stworzył Adama już dorosłego nie? Chyba wiedział co robi :D

GregKoval
10 lat temu

@ Kacper3, @Karolina2, @Łukasz
Zaczynam zastanawiać się czy niektóre osoby na tym blogu kiedykolwiek zaglądali do słownika, aby sprawdzić znaczenie słowa "bezstresowy", bo, wbrew pozorom, to nie to samo co "rozpieszczanie. Ba, wręcz rozpieszczanie dziecka może doprowadzić do jeszcze większych lęków i stresów niż zabranianie mu wszystkiego.

Przypomina mi się tu pewna hinduska maksyma, która brzmiała mniej-więcej tak "chcecie zmienić świat na lepsze sprawcie, aby dzieci przestały się was bać". I o to chodzi w wychowaniu bezstresowym, aby dziecko miało opokę w rodzicu, wobec zagrożeń jakie czekają go poznając otaczający go świat. Nie znajdzie takiej opoki w rodzicach, które na nie krzyczą, krzyk jest oznaką strachu, dziecko słysząc krzyczącego rodzica traci do niego cały autorytet, bo kto ma autorytet dla osób, które się boją. To samo dotyczy bicia. Proponuję zresztą poczytać jakąkolwiek książkę pedagogiczną o bezstresowym wychowaniu i znalezienie tam fragmentów, że dziecko należy rozpieszczać i go nigdy nie karać.

Czarnobrody
10 lat temu

@7 Pewnie masz rację. Robię się zrzędliwy pod tym kątem. wyłazi ze mnie frustracja, która jest reakcją na podobne zaczepki. Też uważam, że są ważniejsze rzeczy niż rodzicielstwo, ale nie wiem czy nie będę tego na starość żałował. Z drugiej strony mogę żałować rodzicielstwa.

Ella
10 lat temu

Moim zdaniem jesteśmy tak różni, że nie wszyscy mamy być tacy sami, czy robić to samo. Wszystko jest dobre, ale przesada nie. Jak wyglądałby świat, gdybyśmy nagle zaczęli wszyscy wędrować? Dużo inaczej! Nie przywiązując się do miejsca, nie inwestujemy w nie, a raczej wykorzystujemy pozostawiając w złym stanie. Taki świat pociągałby znacznie mniej, niż ten stabilny, obecny. A przecież w naszym świcie, przy obecnych możliwościach, wiele ludzi podróżuje. Może tych zasiedziałych należy motywować, bo podróże kształcą, pokazują nowe punkty widzenia, zmieniają nasze poglądy, ale i my w tej podróży możemy wpływać na innych. Tylko, że świat Jezusa był wbrew pozorom mniej ruchliwy. Kiedy porównamy komunikację tamtą i naszą, to różnice są olbrzymie. A dodatkowo wtedy ilość osób mogąca sobie pozwolić na tak dalekie podróże jak dzisiaj była znikoma. Generalnie najwięcej udało się zobaczyć żołnierzom, bo oni musieli wędrować. Takiego podróżowania nie polecam. Kupcy, też nie najlepszy przykład, bo pazerne toto. Odległości, jakich przeciętny człowiek nie pokonał kiedyś w roku, często pokonujemy dzisiaj codziennie jadąc do pracy. A o dzieciach Martin będzie kiedyś wiedział więcej, teraz denerwuje.

Eliszeba
10 lat temu

Zgadzam się z Ellą Martin, że w sprawie dzieci denerwujące masz komentarze.
Czy da się podróżować z dziećmi? Da się, pewnie, ale sens w tym widzę tylko wtedy, kiedy to konieczne. W każdym innym wypadku cena jest za wysoka. Jeśli podejmuję decyzję o podróży z dzieckiem i umęczy mnie to do granic, to w porządku, wręcz mi się należy, ale jeśli taka podróż umęczy też dziecko, to już nie jest w porządku, bo dziecko samo się na podróż nie pisało (mówię o małym dziecku oczywiście) i musi ponosić konsekwencje naszej nieprzemyślanej decyzji. Bardzo wielką ochotę miałam w tym roku pojechać na wakacje w jakieś fajne miejsce, bardzo wielką, ale nie pojechałam, bo jestem odpowiedzialna i przewidująca, bo opiekuję się rocznym dzieckiem i wiem, że taka podróż to dla dziecka najczęściej koszmar. Do zmiany klimatu i wody przystosowuje się nawet do 3 tygodni (choć zwykle kilka dni wystarczy), w tym wieku najczęściej ząbkuje, co wiąże się ze zmniejszoną odpornością i gorączką "z niczego". Będąc osobą odpowiedzialną zrezygnowałam z podróży. W odniesieniu do podróży zastosowałabym powiedzenie, że na wszystko przyjdzie czas i robienie czegoś na siłę nie jest aż tak dobrym pomysłem, jak sugeruje Martin.

megg
10 lat temu

Ella, Eliszeba - 100% poparcia ;)

ale rozumiem też Martina, no bo tak to wygląda z jego obecnego punktu widzenia...wiem...bo też tak miałam...
zmieniła się moja sytuacja....zmieniłam myślenie ...
normalne....człowiek nie krowa...zmienia poglądy zależnie od sytuacji ;)

Martin
10 lat temu

Ależ oczywiście, że zmienia. I dobrze, że różne punkty widzenia i opinie tu widzimy, bo pomiędzy różnymi opiniami każdy kto słucha łatwiej znajdzie własną.

Ciekawym zbiegiem okoliczności jechałem dziś w samochodzie z dwumiesięcznym dzieckiem, 9-latkiem, mamą, tatą oraz kotem na dobitkę. Samochód marki polonez.

Dziecko było całkiem zadowolone. Wiem, bo siedziałem koło niego. 9-latek siedział obok mnie. Kot siedział na mnie.

Z nich wszystkich najgorzej jazdę znosiłem ja.

Żeby było piękniej cała ta wesoła menażeria mieszka sobie w jednym pokoju. I jest absolutnie szczęśliwa i pełna życia. Bóg jest w ich życiu stale.

To doświadczenie przekonuje mnie, że to co mówię o dzieciach, podróżowaniu i robieniu z tego wyprawy na księżyc nie było od rzeczy.

Ale ci co ze mną polemizują też do do rzeczy mówią i warto ich wysłuchać. Ja słucham.

Ella
10 lat temu

To fajnie Martin, że tak namawiasz, bo generalnie spod matrycy nie wyszliśmy i się różnimy, czasem nawet znacznie. Warto więc wiedzieć, że bywa różnie.

Stefan.
10 lat temu

Podróżowanie jest fajne.

Najmilej wspominam ciekawych i sympatycznych ludzi spotkanych
w czasie różnych wypraw. To na prawdę budujące spotkać kogoś
sympatycznego, co żyje jakby innym życiem niż my.

Od siedzenia przy kompie i siedzenia w jednej okolicy człowiek
zaczyna się wycofywać do swojej jaskini i dziczeje.

McMaciek
10 lat temu

Znaczy jak dziczeje? Od czego?

Odcinek fajny. Ja mało podróżuje, bo mi się nie chcę. A po za tym, to nie ma dokąd. Podróż powinna mieć jakiś cel, a nie być sama w sobie celem.

Pytajmierz
10 lat temu

A co z przypowieścią o synu marnotrawnym? Opuścił dom, wyruszył w nieznane, przehulał całą kasę i wrócił z pustymi ryncoma. Tak się właśnie kończy wychodzenie z domu!
Nie polecam.
Fiotr Pronczewski

dwukwiat
10 lat temu

Wydaje mi się że sceptycznie nastawieni do podróży tak naprawdę nie podróżowali, więc nie mogą obiektywnie powiedzieć jak to wzbogaciło i zmieniło ich życie.
Myślę że najważniejsze to podróżować z Bogiem i dla Niego, wierzyć że On wszystko poukłada w podróży tak aby wyszło najlepiej, wtedy raczej nic stać się nie może takiego jeśli zaufamy.

o podróżach szczerze polecam frgm. Syracha 34:9-14

Katol1
10 lat temu

@Dwukwiat. ,,o podróżach szczerze polecam frgm. Syracha 34:9-14" Fajne :).

megg
10 lat temu

poszerzę ;)
"...
9 Mąż, który podróżował, zna wiele rzeczy
i mądrze przemawiać będzie, kto ma wielkie doświadczenie.
10 Kto nie ma doświadczenia, wie mało,
a ten, kto podróżował, wzbogacił swą roztropność.
11 Wiele widziałem w moich podróżach
i więcej wiem, niż wypowiedzieć potrafię.
12 Często byłem w niebezpieczeństwie śmierci
i dzięki temu [doświadczeniu] zostałem ocalony.
13 Duch bojących się Pana żyć będzie,
albowiem ich nadzieja jest w Tym, który ich zbawia.
14 Ten, kto boi się Pana, niczego lękać się nie będzie
ani obawiać, albowiem On sam jest jego nadzieją.
15 Szczęśliwa dusza tego, który się boi Pana.
Kogóż się on trzyma i któż jest jego podporą?
16 Oczy Pana są nad tymi, którzy Go miłują -
tarcza potężna i podpora silna,
ochrona przed gorącym wichrem i osłona przed żarem południa,
zabezpieczenie przed potknięciem się i pomoc w upadku.
17 Podnosi On duszę i oświeca oczy,
daje zdrowie, życie i błogosławieństwo.
..."
:)

Martin
10 lat temu

Fajne, ale może trzymajmy się Biblii.

Katol1
10 lat temu

@Martin. A więc jednak, ,,protestancka" wersja Biblii? No ale zgadzam się, że fajne.
@Megg. Dobry fragment :).

Martin
10 lat temu

"Jezusowa" wersja Biblii. Mnie najbardziej interesuje ta, którą on czytał.

Wilkowsky
10 lat temu

@28. Martin

Katol1
10 lat temu

@Martin. A skąd wiesz, że Jezus nie czytał ksiąg z kanonu aleksandryjskiego? Bodajże wszystkie z tych uznawanych przez KK, oprócz Księgi Mądrości i Drugiej Księgi Machabejskiej orginalnie spisane były po aramejsku, lub hebrajsku. No i co w tych księgach się nie zgadza? Są złe dlatego, że po grecku?

Martin
10 lat temu

No przecież był Żydem. Nie widać, że Jerozolimę cenił wyżej niż Aleksandrię?

Zresztą sam mówił: "na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i Faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią"
[Mat 23:2 - Mat 23:3]

O hipokryzji co sądził, to wiadomo, ale że kazał słuchać to zastanawiające, prawda? Gdyby uznawał wyższość kanonu aleksandryjskiego to by powiedział takie zdania o Faryzeuszach? Wyraźnie stał po stronie ich nauczania.

W podręczniku do PHP też się wszystko zgadza, ale to jeszcze nie powód, żeby był w Biblii. Nie chodzi o to, że w Machabejskich coś jest nie tak. Tylko o to czy to jest coś, pod czym się Bóg podpisuje jako autor.

Katol1
10 lat temu

@Martin. Listów apostołów, faryzeusze też raczej nie uznawali, a zostały napisane po Zmartwychwstaniu Jezusa. Rozumiem, że tu sytuacja jest trochę inna i apostołowie czerpali naukę ze Źródła. Jednak Żydzi żyjący poza Palestyną podobno uznawali ten kanon. No i jest jeszcze ta rola Kościoła co do której się nie zgadzamy. Wierze, że prawdy wiary Kościół zatwierdzał zgodnie z wolą Boga. W końcu jeśli w rozumieniu katolickim biskup to następca apostoła i Bóg rzeczywiście działa w Swoim Kościele i strzeże poprawności jego nauczania, to czemu miałbym nie wierzyć tym księgom?

P.S. I z tego co czytałem KK nie uznał wszystkich ksiąg z kanonu aleksandryjskiego.
Pozdrawiam.

Co jeszcze?