429. Kapitan własnego życia - wywiad
Kuba Wąsek przeprowadził ze mną wywiad do swojego nowego podcastu: "kapitanowie własnego życia".
Rozmowa była na tyle ciekawa i blisko zahaczająca o sprawy związane z Biblią, Jezusem i stosunkiem człowieka do tego wszystkiego, że postanowiłem umieścić ją i tutaj.
Dowiesz się z rozmowy o tym jak pomóc komuś zostać kapitanem swojego życia, czy warto zostać takim kapitanem i czy kłóci się to z chrześcijaństwem, czy wręcz przeciwnie.
Rozmowa była na tyle ciekawa i blisko zahaczająca o sprawy związane z Biblią, Jezusem i stosunkiem człowieka do tego wszystkiego, że postanowiłem umieścić ją i tutaj.
Dowiesz się z rozmowy o tym jak pomóc komuś zostać kapitanem swojego życia, czy warto zostać takim kapitanem i czy kłóci się to z chrześcijaństwem, czy wręcz przeciwnie.
Poprzedni odcinek:
Następny odcinek:
Poprzedni odcinek:
Następny odcinek:
Dyskusja
A może by tak wyrzucić za burtę pierwszego oficera i płynąć po staremu?
Dobre to!
Jest taka gra Primordia, którą bardzo polecam każdemu. Mocno oparta na chrześcijaństwie i dająca do myślenia. Główny bohater mówi tam w którymś momencie, że on został stworzony, a jego stwórca wpisał w niego taką samą potrzebę tworzenia. Myślę, że u człowieka jest właśnie tak - naturalnie chce tworzyć (tak jak z tymi grami w liceum!), kierować, mieć wpływ i widzieć skutki. Nie dostaje tego poprzez trudne dzieciństwo, ma to od początku. Rzecz raczej w tym, że nadmiar wygody rozleniwia i człowiek może zacząć bardziej cenić komfort kosztem braku kontroli, niż kontrolę kosztem skutków złych decyzji. Nie trzeba tworzyć w ludziach tej potrzeby, trzeba ją odszukać i obudzić.
A uświadomienie sobie, że czegoś nie wiem, to bardzo dobry początek, ale jeszcze nie koniec! Bo zadawanie pytań wciąga i można zapomnieć, że sednem jest szukanie na nie odpowiedzi.
Otóż to.
Na pewno można jednak jest różnica taka, że nie płyniesz statkiem samotnie i twoje decyzję mają wpływ na całą załogę.
Do usług. A czy będąc w związku można być kapitanem własnego życia?
Uświadommy sobie, że człowiek naszej cywilizacji podejmuje 35000 decyzji dziennie, z czego tylko 5% - w pełni świadomie. Nasze kapitaństwo to góra bosmaństwo.
Dobrze gada, polać mu :D Fucktem jest, że w dalszym rozrachunku to w aucie rodziców za długo jeździć się nie da, nawet jak się samemu siedzi za kierownicą to i tak co chwilę albo mówią jedź w prawo, jedź w lewo albo szarpią tą kierownicą tylko...
No pewnie, że nie.
Bo my tu mówimy o skrajnościach teraz - a ja myślałem o największym problemie, najczęstszym i dotyczącym największej grupy. A problem ten jest taki, że jest na za łatwo.
O wiele, o wiele za łatwo.
I stąd ludzie mają dużo problemów z własnym życiem, że im za łatwo, a nie z tego, że im za ciężko. W latach 90-tych była w Polsce ciągle bieda, ale nikomu do głowy nie przyszło, że problem depresji albo tego, że "nie wiem co w życiu ze sobą zrobić", może być czymś powszechnym.
Sęk w tym, że przyzwyczailiśmy się tak bardzo do gaszenia pożaru wodą, że kiedy pożar zmienił się w powódź my dalej gasimy ją wodą. Wczorajsze problemy wynikały z tego, że za trudno, dzisiejsze z tym że za łatwo.
Ale to, powtarzam, mówię o głównym problemie dzisiejszych czasów (zwłaszcza dotyczącym młodych ludzi), a nie o każdym indywidualnym przypadku.
Jeżeli więc słyszysz, że to co mówię w twoim życiu nie ma sensu, to prawdopodobnie nie mówiłem o tobie.
Ja chyba się nazwę na tej stronie "przeciwwaga". Ogólnie zgadzam się, że trudności wykluwają z nas coś cenniejszego. Dlatego Bóg powiedział, że kiedy Wam trudno, to się "radujcie". Ale! Ale trudności tylko do pewnej granicy. Gdy przebiorą one w życiu miarkę i zaczynają przytłaczać, odbierać nadzieję itd. to ludzie sięgają po odebranie sobie życia lub tracą rozum. Dlatego nie słuchajcie Martina, kiedy mówi, że trzeba komuś pomóc kopiąc go. Kilka razy zostałam tak potraktowana w chwili jakiegoś życiowego "zakrętu" i zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, to nie jest budujące doświadczenie i w niczym dobrym nie pomaga. Chyba , że sprawę zakończyć raz i definitywnie wysyłając kulkę sobie w łeb. Ale chyba nie to miał Martin na myśli, czy tak Martinie.
To samo chciałem napisać.
Na przykład Izaak był koło 40 kiedy ojciec szukał mu żony.
Które to przykłady?
W Biblii jest chyba wiele przykładów, że faceci mieszkali z rodzicami bardzo długo, a nawet rodzice szukali im żony.
To jak to jest - oddaj życie Jezusowi, oddaj mu kierownicę, a jednocześnie samodzielnie kierować?
Wiesz Martinie, ja jednak wolę szukać w życiu tego co mi pomaga, bo przeszkadzania to mam akurat po kolana samoczynnie.
Potwierdzam, każdy musi odkryć samoczynnie czego chce w życiu :).
Mi jest często trudno oddać ster wciąż, chyba nawet Jezusowi... Nauczyłem się może, aż za dobrze "walczyć o swoje" i być "kapitanem swojego życia".
Z tym zadawaniem pytań i kierowaniem dyskusji w stronę zrozumienia, że się nie wie to bardzo dobre jest podejście.
Docenić kiepskie dzieciństwo można dopiero po latach i wielu trudach. Niektórzy do tego w ogóle nie dochodzą. Ja doceniłem i zrozumiałem czemu tak być musiało i wybaczyłem. Jednak pewne negatywne piętno się odcisnęło i tak i tak na mnie i chyba wciąż nie może się odczepić. Mam nadzieję, że przez to Bóg mnie zaprowadzi jednak ostatecznie do czegoś dobrego.
Dobry wywiad i ciekawe wyznania! Gratulację, dla ciebie Kuba i ciebie Martinie.
O Kuba :)