535. Nie chrześcijaństwo tylko droga
Czy wiesz jak nazywano pierwszych chrześcijan? To nazwą wcale nie było "chrześcijanie". Chrześcijanami uczniów Jezusa nazwano dopiero w Antiochii, a przecież działali już wcześniej wiele lat.
Wcześniejszą nazwą była "droga". I to określenie warto poznać, bo pasuje do nauki Jezusa lepiej niż "chrześcijaństwo". Zwłaszcza w tych czasach. Może by do tej nazwy wrócić?
Dla lepszej ilustracji odcinka o drodze wsiadłem na rower, wziąłem mikrof i przejechałem 40 kilometrów. Teraz przynajmniej jest na co popatrzeć w trakcie słuchania.
Poprzedni odcinek:
Następny odcinek:
Poprzedni odcinek:
Następny odcinek:
Dyskusja
Bardzo fajny odcinek, uwielbiam format, tylko trochę wyżej kadr, bo czasami widać tylko asfalt i rower. Ja to bym oglądał każdy odcinek gdyby był nagrywany ma rowerze z widoczkami. No i godzina sensownego gadania z głowy, w trakcie jazdy, bez ciągłych cięć jest imponująca.
Ale w Anglii jest ich dużo więcej. Albo może tak się wydaje, bo są po prostu w mądrzejszych miejscach?
Więcej jest osób, co tak samo to widzą. A że każdy trochę po swojemu, to tylko potwierdza, że źródło jest to samo i jest realne. Realne, żywo chrześcijaństwo jest po prostu jedno, mimo że najróżniejsi ludzie tą drogą chodzą.
Myślałem se czasem co jeszcze prócz tego co było tu powiedziane powstrzymuje ludzi przed życiem z Bogiem. Bo są właśnie też osoby tzw. Chrześcijanie teoretycy którzy mogą znać Biblię, wierzyć jej i rozumieć że jest to droga, a jednak coś ich powstrzymuje.
Może np. przywiązanie do jakiegoś nałogu który kłóci się z byciem chrześcijaninem ? I nawet nie do końca szczera chęć zerwania z nim.
Albo kojarzy mi się jeszcze taka sytuacja jak wlazłem kiedyś na dość wysoką ścianę wspinaczkową, miałem zaczepioną taką automatyczną linę która opuszczała cię pomału gdy zaczynało się spadać.
Jednak po wejściu na górę nie byłem w stanie się puścić i zszedłem sobie normalnie. Dopiero za drugim razem po rozmowie z instruktorem nabrałem zaufania do tego mechanizmu i odważyłem się zaryzykować.
Nie wiem w sumie skąd u mnie takie przeświadczenie o nieodwracalności tej sytuacji, jak gdyby wejście na tę drogę już uniemożliwiało zawrócenie z niej. Jak wejście na karuzele, jeśli A to i B i C. Już sam chrzest kojarzy mi się z samobójstwem! woda jako ziemia w której się zatapiamy by po chwili zmartwychwstać jako nowy człowiek należący już do Jezusa. Jak ślub, z którego nie można od tak sobie zrezygnować.
Zlitowałbyś się i zrobił lustrzane odbicie, bałem się cały czas że coś w Ciebie wjedzie :) A odcinek ciekawy, chociaż żałuję że wyciąłeś fragment o Rzymie, bo to bardzo ciekawe, szkoda że w formule programu Ci się nie mieści.
Hehe, no nie, 40 km to cała wycieczka była. Nagranie to tylko część, mniej niż połowa całej drogi. No musiałem trochę dłużej pojeździć.
40 kilometrów w 45 minut? To jak szybko Ty żeś tym rowerem zap... jechał?
O nie nie, nawet nie zaczynam tego tematu. Jak wejdziemy w dyskusje o Rzymie, to już nigdy nie wyjdziemy. Skupmy się lepiej na drodze.
To nieistotne w kontekście odcinka, ale w starożytnym Rzymie słowo dyktator miało konkretne znaczenie i nie chodziło w nim o cezarów.
Co czytałeś - Swetoniusz, Krawczuk?