615. Złych ludzi nie ma
Na świecie nie ma złych ludzi, są tylko Dobrzy Ludzie. Zapytajcie recydywistów w więzieniach: powiedzą wam, że sami niewinni tam siedzą. To jak nawet w więzieniach siedzą niewinni, to co dopiero u porządnych ludzi!
A w sądach cywilnych to co, nie sami Dobrzy Ludzie? Gdyby pozwany uważał, że jest winny, to by się przecież poddał i przeprosił a nie walczył w sądzie o swoje dobre imię. O imię Dobrego Człowieka.
Tylko dlaczego Biblia wygaduje jakieś dziwactwa w stylu "nie ma sprawiedliwych, nie ma ani jednego co by dobrze czynił", "wszyscy zgrzeszyli" i inne takie. I Bóg czemu zesłał potop na Dobrych Ludzi? W ogóle tylu Dobrych Ludzi poniosło śmierć z ręki Boga, że się nie dziwię, że tylu dziś ateistów.
Już na dzień dobry coś się tu nie zgadza. A z odcinka się dowiesz, że jest jeszcze gorzej. Pokażę, że to nie źli ludzie robią złe rzeczy, bo złych ludzi w ogóle nie ma.
To posłuchaj.
A jak chcesz pogadać to więcej na https://www.odwyk.com
Albo na Discord: https://discord.odwyk.com
Poprzedni odcinek:
Następny odcinek:
Poprzedni odcinek:
Następny odcinek:
Dyskusja
To wszystko to taka mała historia w pigułce (w mini-skali). A w makro-skali mamy wszędzie - To nasza historia. I były też przypadki, gdzie mądrość zwyciężyła, i ludzie przestrzegali harmonii demograficznej - i dzięki temu nie znali biedy, głodu, a nawet chorób i wojen (chyba że z ościennymi cywilizacjami wielodzietności - ekspansywnymi ze swej natury).
To tak w ogromnym skrócie.
To w takim razie biblia też panikuje - opisując jak ludzie nadmiernie się mnożą, a następnie wyżynają o przestrzeń i zasoby.
To nie kwestia podania roku, ale stopniowo coraz większa presji, gdy przez zaistniałe (geometrycznie się powiększające) przeludnienie sukcesywnie ponosimy coraz tragiczniejsze skutki.
Przeludnienie - pojęcie bywa względne. Gdy się liczebność (zagęszczenie na km 2) zwiększa, to najpierw braki są dostrzegalne w mniejszej ilości najbardziej pożądanej zwierzyny - u nas dotyczyło to dla przykładu turów. Ale to jeszcze bardzo mały problem, gdyż na inne można jeszcze swobodnie polować. Jednak wraz z dalszym demograficznym "postępem", i kolejnych zaczyna być deficyt - i wtedy silniejsi sobie jedynie przyznają prawo do polowania na nie. Ale i wtedy jeszcze nie ma tragedii, gdyż ludzie zaczynają zwierzęta hodować. Co prawda jest to już powiązane ze znacznie większa ilością pracy, itp. - jednak i jeszcze wtedy na tym etapie mamy naprawdę dostanie i wspaniałe życie. Gdy jednak i wtedy dalej ludzi przybywa - jak w Europie w 19 wieku - to zaczyna być coraz wyraźniejszy deficyt ziemi. A co powoduje masowy odpływ ludzi w kierunku jej poszukiwania i walki o nią. I w tym etapie mięso staje się towarem luksusowym (w początkach 19 wieku mięso było jeszcze tańsze od chleba. Połowa 19 wieku, to już tylko bogatsi mogą je codziennie spożywać). A dziś, to większość nawet nie zna smaku prawdziwego mięsa.
Dziś dzięki postępowi technologicznemu i powszechnej chemizacji rolnictwa, niby mamy poważny kryzys żywieniowy rozwiązany. A tak naprawdę, to nigdy w historii nie istniał taki kryzys i taka katastrofa w tej dziedzinie.
Dawniej żywność była po prostu niesamowicie smaczna. A co ważniejsze, to dostarczała nam wszelkie potrzebne dla zdrowia i prawidłowego rozwoju składniki.
Każdy ludzki organizm codziennie podlega niezwykle doskonałemu procesowi samoregeneracji - JEDNAK! - by ten proces mógł zachodzić, to nie może być w danym dniu zbyt wiele stresu - gdyż wtedy ten proces podlega zawieszeniu - gdyż organizm koncentruje się na potencjalnej walce, lub ucieczce. A że dziś żyjemy w niezwykle nerwowych czasach...........
Dalej - by proces ten mógł zachodzić, to organizm potrzebuje do niego wiele mikroelementów, itp - a które w zbilansowanej ilości były dostarczane w formie żywności. Dziś z każdym rokiem tych składników jest coraz mniej!!!! - a za to coraz więcej trucizn!!!!!! - WIĘC TERAZ NIE DOŚĆ ŻE ŻYWNOŚĆ JUŻ NIE LECZY, TO DODATKOWO CORAZ BARDZIEJ TRUJE!!!!!
I stąd coś tak niespotykanego dawniej jak choroba - DZIŚ JEST CZYMŚ TAK POWSZECHNYM, ŻE STAŁA SIĘ ONA NORMĄ!
W dodatku spotykamy jeszcze choroby tzw cywilizacyjne - a które w (nieprzeludnionej) naturze nie istnieją - jak choroby zębów, stawów i układu kostnego, nowotwory, cukrzyce, itd. itd, itd.
A i nie zapominajmy, że choroby typu pandemie - jak dżuma, itp - są powiązane wyłącznie z większym zagęszczeniem (tak przyroda się broni przed nadmierną ekspansją jakiejkolwiek populacji). I dla przykładu - Polska w 13 bardzo słabo zaludniona - i dżuma która wyludniła prawie połowę Europy - naszych nieprzeludnionych wtedy jeszcze ziem - nie dotyka!
PS Oczywiście wiem że możesz teraz polecić mi jakieś jedno z wielu opracowań, a które piętnują przeszłość, a pokazują nasza wspaniałą teraźniejszość. I jak np w średniowieczu w biedniejszych domach na przednówku dziecko za całodzienne pożywienie dostawało zaledwie kilka ziemniaków. I tylko autorzy tych rewelacji - a które były w podręcznikach! - nawet tego nie wiedzieli, że roślina ta była sprowadzona z Ameryki - więc jej tutaj zwyczajnie w średniowieczu być nie mogło.
Po prostu bez przerwy demonizuje się przeszłość, by wtedy współczesność na tle tej zafałszowanej przeszłości, to nie tylko nie wygląda tak straszliwie katastrofalnie - ale wręcz wydaje się lepsza.
Jeśli liczba ludności nie miała by znaczenia, to dlaczego wszyscy zbrodniarze w historii tak brutalnie ją wymuszali. Czemu np Watykan sadystycznie torturował i żywcem palił kobiety za ziołową antykoncepcję? - "Młot na czarownice" każe nam wierzyć, że kobiety stosowały zioła jedynie "dla ludzkiego oka". A faktycznie niepłodność uzyskiwały poprzez stosunki seksualne z demonami.
Jeśli byłoby to bez znaczenia, to czemu ludzie zawsze uciekają z krajów większej dzietności, do krajów z mniejszą - a nigdy na odwrót. Jeśli by to było bez znaczenia, to czemu tylu (m in) Anglików uciekało do mniej przeludnionych krajów.
Do niedawna liczba ludzi zwiększała się o prawie sto milionów rocznie. Generalnie (z nielicznymi wyjątkami - no Brazylia porzuca masowo religie i nawraca się do Jezusa, a to zawsze = mniejsza dzietność - jak u Katarów, a którzy za to zapłacili bardzo wysoką cenę) dzietność nie spadła - Ale spadł przyrost ludności, gdyż z powodu skutków przeludnienia ludzie coraz bardziej masowo umierają. Tak że realny przyrost to dziś około 75 milionów.
Mieszkam w Małopolsce. Bardzo szybko zaczyna przypominać jedno wielkie miasto, z wszystkimi tego konsekwencjami. Zobaczysz tutaj ten ich propagandowy niż - tylko że w praktyce, a nie w teorii: Lawinowo przybywa nowych domów (i z coraz mniejszymi podwórkami), Z roku na rok coraz większy hałas i smród (Smogi są tu już normą), większość wiosek, bardzo szybko zaczyna przypominać miasta (A ze względu na szybki przyrost - są administracyjnie, na takie przemianowane). A niedawno jeszcze małe miasta, dziś są aglomeracjami. Nasze piękne rzeki, gdzie tak wspaniale spędzało się wolny czas, zamieniły się w śmierdzące ścieki. Bardzo szybko drożeje ziemia (Jakoś tak się dziwnie składa, że wraz ze wzrostem populacji, ona się nie powiększa). Wraz z tym wszystkim, lawinowo rośnie zachorowalność, a stresy, nerwice i wszelkie choroby i zaburzenia psychiczne, to olbrzymia pandemia. Samobójstwa, stały się na tyle powszechne, że nie budzą już większej sensacji (Jak jeszcze kilkanaście lat temu). Wyginęły u nas - wcześniej bardzo pospolite - storczyki, czy kuropatwy, i wiele innych (mają ograniczony pułap odporności na skażenie środowiska). Masowo zabudowuje się u nas tereny, jeszcze niedawno rolnicze. A te jeszcze nie zabudowane, powszechnie przestaje się uprawiać, ze względu na coraz wyższy poziom ich ekologicznej degradacji. Większość roślin uprawnych, bez wysokospecjalistycznych zabiegów agralno -chemicznych , nie chce dawać plonów (Co jeszcze tak niedawno było nie do pomyślenia). Lasy stają się coraz młodsze, gdyż starsze drzewa powszechnie zamierają. Zamierają też pszczoły (Tak niedawno wielkie zyski z pasiek, przy relatywnie małym nakładzie pracy. Dziś coraz mniejsze pożytki. A i najbardziej doświadczonym pszczelarzom, utrzymywanie przy życiu pszczół, sprawia coraz większy kłopot, i coraz częściej kończy się fiaskiem). Jako że jest duży nadmiar ludzi - więc i płace są niskie (mało jest tez tu przemysłu. I normą jest emigracja zarobkowa (Rzadkością są domy, gdzie przynajmniej jedna osoba by nie emigrowała zarobkowo). Tereny rekreacyjne się kurczą, a ludzi chcących z nich korzystać szybko przybywa.Itd, itd, itd. - Żyć się odechciewa. Zwłaszcza, że mam w pamięci (przecież już wtedy bardzo zniszczoną), ale o niebo lepszą okolice. Żal dusze ściska, jak się widzi te potworne zniszczenia. Coraz częściej myślę o przeprowadzce. Jednak powstrzymuje mnie miłość do rodzinnej ziemi i chęć je ratowania dla nas i przyszłych pokoleń, i żal zostawienia wielu znajomych. A i nie bez znaczenia jest przykład znajomych. Wymarzyli sobie mieszkanie w jakimś mniej przeludnionym miejscu. Znaleźli takie, i kupili tam działkę. Sprzedali dom, i tam się wybudowali. Po jakimś czasie, niestety, ich okolica zaroiła się mnóstwem nowych domów. Znaleźli inne miejsce ....... - Trzy razy się budowali. i za każdym razem (Mimo wcześniejszych zapewnień sprzedawcy, jak i wgląd na plany zagospodarowania - w każdej gminie są takie do wglądu). Dziś znerwicowani - się poddali.
PS Jak długa i szeroka historia ludzkości; to zawsze się ludzi namnożyło, a później się zawsze wyrzynali, chyba że uprzedziły ich choroby (pandemie), czy głód. I cały Stary Testament jest wielkim MEMENTO przed tą patologią. Bóg nieustannie ludzi przestrzega przed czczeniem bożków płodności. A i uprzedza, że jeśli będą mnożyli się jak trzoda, to będą ludzką trzodą - I to się zawsze sprawdzało i zawsze będzie sprawdzać - Chyba że jako ludzkość zmądrzejemy i posłuchamy Boga.
PS 2 Sorry za negatywny wydźwięk wypowiedzi, ale sytuacja demograficzna nie napawa mnie optymizmem. BARDZO chciałbym się mylić, ale niestety fakty są nieubłagane.
W roku 1800 mieszkało w Wielkiej Brytanii 8 milionów ludzi. 200 lat później - 60 milionów. No ciężko o lepszy przykład mnożenia się. No to teraz pytanie: w którym roku ludzi żyli dłużej, byli zdrowsi i jedli więcej i lepiej? W 1800 czy 2000?
W 1348 była epidemia Black Death. Żyło wtedy za tej "harmonii demograficznej" ok 5 milionów ludzi. 1/3 zginęła od plagi. W czasach dzisiejszego "nadmiernego mnożenia się" nie ma aż takich zasięgów.
Liczba ludności nie ma to znaczenia, znaczenie ma wiedza, higiena, technologia, ekonomia. Te rzeczy nie zależą od liczby ludności, a jeżeli zależą do zależność jest akurat odwrotna od tego co sugerujesz: im więcej ludzi tym szybszy rozwój.
Zresztą gdyby nawet istniało coś takiego jak "nadmierne mnożenie się" to i tak już nieaktualne. Liczba ludności już nie rośnie, tylko maleje.
Nadmiernie się mnożymy, a następnie wyżynamy o ziemię i zasoby - No chyba że uprzedzą nas naturalne mechanizmy przeciwdziałające nadmiernej rozrodczości, jak choroby, pandemie i głód.
Wybór jest prosty: Albo żyć w niewyobrażalnej szczęśliwości w Rajskich warunkach - ale zachowując harmonię demograficzną. Albo nadmiernie się mnożąc zrobić piekło dla siebie i innych.
Wojny, choroby, pandemie i niedostatki zawsze dotykały wszystkich gatunków które nadmiernie się namnożyły. Jeśli chcielibyśmy mieć spokój z pandemiami wojnami, biedą i na nic nie chorować, to musielibyśmy jako ludzkość zdecydować na harmonię demograficzną. Ale tego z kolei nigdy nie zaakceptują wielcy tego świata. Bo główny problem jest w tym, że większość przywódców politycznych i religijnych ma głęboko W POWAŻANIU dobro ludzi, jak i przyszłych pokoleń. A interesują ich jedynie ich własne partykularne interesy. A te nakazują, by mieć jak najwięcej podatników (niewolników), taniej siły roboczej, wyznawców, i mięsa armatniego, gdyż od tej ilości zależy ile znaczą wśród innych podobnych wielkich tego świata.
A dla "bydła" (czyli dla nas) które (mentalnie) hodują, mają bajki o emeryturach, postępie, depopulacji, itp, brednie.
https://www.youtube.com/watch?v=amIMdUYEIJU
W zasadzie wybór sprowadza się do tego, co jest puentą tej piosenki:
"Jesus died for something or nothing at all"...
Przed laty moj owczesny pastor podal przyklad kapo z obozu i powiedzial,nie wiem co robilbym w jego sytuacji.
To jest jeden przyklad,mysle,ze chcial okolicznosci uznac za wyjasnienie.
Inny czlowiek powiedzial,bo to Niemcy,oni nienawidza wszystkich(nie jest to prawda,raczej rodzajem rasizmu).
Jeszcze inny,oczywiscie w zupelnie innej sytuacji:Zydzi sa winni(tez rasizm w inna strone).
Wszystkie te teorie sa uzywane,ale prawda jest:Wszyscy jestesmy ludzmi i bez wzgledu na to jak sie odbieramy ,jestesmy w bledzie i grzesznym postepowaniu(nie wazne ,jak siebie widzimy)-bez dziela Chrystusa jestesmy potworami.
Dodatkowa prawda jest:narody stworzyly i tworza wlasna,niezalezna od Boga ,,sprawiedliwosc",ktora, niestety jak podaje przykkad Sienkiewicz i mowi,,Jesli Kalemu czynia zlo,toz to zle,ale gdy Kali innym,korzystajac na tym ,to dobrze".A wiec podobnie:Ludzka sprawiedliwosc jest niesprawiedliwa.
Przyznanie sie do niesprawiedliwosci jest krokiem ku sprawiedliwosci.